Chęć kupna zakładów azotowych Tarnów i Kędzierzyn zgłosiło kilku inwestorów zagranicznych oraz Anwil, należący do PKN Orlen. Po kolejnych etapach, w grze pozostały niemiecki Petro Carbo Chem i polski Anwil. W grudniu Nafta Polska udzieliła wyłączności negocjacyjnej PCC. Nieoficjalnie mówiono, że polska spółka zaproponowała tak niską cenę, że nie pozostawiła Nafcie wyboru. 3 kwietnia 2006 r. podpisano umowę sprzedaży ZAT i ZAK. Za 80 proc. akcji Kędzierzyna PCC zobowiązał się zapłacić ponad 100 mln zł, a kolejne 360 mln zł miał zainwestować w ciągu pięciu lat. Za taki sam pakiet akcji Tarnowa Niemcy mieli zapłacić 365,8 mln zł. Wartość inwestycji gwarantowanych ustalono na 500 mln zł. Ustępujący zarząd Nafty Polskiej chwalił się, że w wyniku negocjacji z PCC uzyskano "poprawę kluczowych warunków transakcji w stosunku do pierwotnej oferty" (w przypadku ZAK cena zwiększyła się o 4,15 proc., a poziom inwestycji gwarantowanych - 2,5-krotnie; kwota uzyskana za pakiet akcji ZAT była wyższa od pierwotnej o 8,86 proc., a pakiet inwestycyjny zwiększył się także 2,5-krotnie).
Jednocześnie załogi obu firm wynegocjowały gigantyczny pakiet socjalny, obejmujący wszystkich pracowników tarnowskiej spółki (z wyłączeniem zarządu i głównych menedżerów). Pracownicy Tarnowa otrzymali gwarancję zatrudnienia na pięć lat, a tym, którzy mają co najmniej 14-letni staż pracy i 8 lat do emerytury, gwarancję zatrudnienia wydłużono do dziesięciu lat. Ponadto gwarancję zatrudnienia otrzymali także pracownicy dziesięciu spółek zależnych tarnowskich zakładów, w których pracuje 2,4 tys. osób. Inwestor zobowiązał się też do zwiększenia wynagrodzeń o przynajmniej 5 proc. w roku podpisania umowy prywatyzacyjnej, a w następnych latach pensje mają rosnąć o wskaźnik wzrostu cen i usług konsumpcyjnych. Pracownikom obu firm obiecano tzw. premię prywatyzacyjną - w przypadku Tarnowa w wysokości - 10 tys. zł, a Kędzierzyna - 6 tys. zł. Nie byłaby to jednak prawdziwa polska prywatyzacja, gdyby sprawa zakończyła się w ten sposób.
Pół roku na myślenie
Już dwa tygodnie po podpisaniu umów z PCC, Ministerstwo Skarbu Państwa zaczęło mieć wątpliwości do prawidłowości procesu prywatyzacji. Krytyczne opinie wyrażali też niektórzy posłowie i senatorowie (głównie z Prawa i Sprawiedliwości oraz Ligii Polskich Rodzin). PCC zarzucano, że firmy nie stać na wywiązanie się z umowy. Podkreślano również, że w procesie prywatyzacji nie wzięto pod uwagę wiarygodności finansowej niemieckiej spółki. Petro Carbo Chem odrzucił oskarżenia, jednak MSP zwróciło się do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie prywatyzacji wszystkich czterech firm. Ta odmówiła przeprowadzenia kontroli, uzasadniając decyzję tym, że nie jest w stanie przeprowadzić kontroli w czerwcu (o takim terminie była mowa we wniosku ministerstwa). NIK zaznaczył także, że nie mógłby skontrolować wiarygodności finansowej PCC dlatego, że wykracza to poza jej kompetencje - inwestor jest prywatnym podmiotem zagranicznym. Ostatecznie MSP samo zdecydowało się na przeprowadzenie kontroli. Nafta Polska zobowiązała zaś zarządy wszystkich czterech firm do opracowania planów rozwoju na wypadek fiaska prywatyzacji. Aż do początku października sytuacja nie zmieniła się. Resort nie podejmował decyzji, tłumacząc, że czeka na decyzję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który musiał zaaprobować transakcję. W pierwszych dniach października PCC otrzymał zgodę UOKiK na przejęcie Tarnowa i Kędzierzyna, ale pod warunkiem sprzedaży części urządzeń ZAT (chodziło o instalację elektrolizy chloru).
Sprawy nabrały tempa
Wkrótce po tym, jak UOKiK zaaprobował transakcję, wiceminister skarbu Paweł Szałamacha poinformował, że resort zaakceptował umowy sprzedaży Zachemu i Sarzyny, kontrolowanemu przez Skarb Państwa Ciechowi. Jednocześnie przyznał, że MSP nadal bada prywatyzację Zakładów Azotowych w Tarnowie i Kędzierzynie. Stwierdził, że resort potrzebuje jeszcze 3-4 tygodni na analizę transakcji i podjęcie decyzji. Jednocześnie zapowiedział, że zwróci się do Nafty Polskiej, aby ta podpisała z PCC klauzulę o przedłużeniu ważności umowy sprzedaży wygasającej 3 listopada. Wkrótce potem pojawiły się doniesienia "Parkietu", że opóźnienie decyzji w sprawie sprzedaży ZAK i ZAT może drogo kosztować Naftę Polską. Według naszych ustaleń, jeśli MSP nie wydałoby zgody na sprzedaż ZAT-u, Nafta Polska dostałaby - zgodnie z zaproponowanymi przez siebie w lipcu uchwałami Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy tarnowskiej spółki - tylko 30 mln zł dywidendy. Reszta z 82 mln zł zysku podzielonego między akcjonariuszy pozostanie w zakładzie. Gdyby po przedłużeniu umowy niemiecki inwestor kupił polską firmę, to przejąłby ją z pieniędzmi, które miały pójść na dywidendę (ta ma być wypłacona 25 listopada). Nafta Polska, powołując się na tę kwestię, zaproponowała PCC podniesienie ceny. Zrealizowała też zalecenie MSP i zwróciła się do PCC o podpisanie aneksu przedłużającego ważność negocjacji. Jednak do 28 października strony nie doszły do porozumienia i podpisano jedynie protokół rozbieżności.