Reklama

Prywatyzacja Tarnowa i Kędzierzyna - długa droga donikąd?

Jesień to dla Zakładów Azotowych Kędzierzyn i Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach okres wielkiego rozczarowania. Spółki te nie miały tyle szczęścia, jak pozostałe dwie z czterech prywatyzowanych firm Wielkiej Syntezy Chemicznej: Zakłady Chemiczne Zachem i Organika-Sarzyna. Fiaskiem zakończył się trwający prawie półtora roku przetarg

Publikacja: 08.11.2006 08:42

Firmy - zamiast znaleźć inwestora - wróciły do punktu wyjścia. Nad dalszymi losami zakładów azotowych ponownie radzą urzędnicy Ministerstwa Skarbu Państwa i Nafty Polskiej, która odpowiada za restrukturyzację i prywatyzację sektorów chemicznego i paliwowego. Czy uda im się wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów?

Błąd tkwi w przeszłości

Niedawno w raporcie o przebiegu restrukturyzacji i przygotowań do prywatyzacji WSCh w latach 2000-2004 Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła kilka tez, które rzucają nieco światła na przyczyny fiaska prywatyzacji ZAK i ZAT. Najważniejszy z wniosków mówi, że plany przekształceń własnościowych w chemii ciężkiej powstawały w kompletnym chaosie, a ministrowie skarbu i gospodarki nie potrafili opracować spójnego programu. Wiele zastrzeżeń izba miała też do kompetencji Nafty Polskiej.

Pierwsze projekty dotyczące WSCh pojawiły się już w 1995 r. Jednak kolejnym ministrom sprawującym pieczę nad polską gospodarką i Skarbem Państwa nie udawało się przygotować jednolitego programu dla tego sektora i przekonać rządu do jego realizacji. Taki powstał dopiero w 2002 roku. "Strategia dla przemysłu chemicznego w Polsce do 2010 roku" zakładała restrukturyzację, a następnie sprywatyzowanie firm sektora w ciągu 2-5 lat. Miały powstać nowe połączone struktury oparte na powiązaniach produktowych, technologicznych i własnościowych. Celem była maksymalizacja wartości dodanej w tworzonych podmiotach. Z tych planów nic nie wyszło. Dopiero w 2004 roku administracja Marka Belki opracowała spójny plan prywatyzacji branży. Ostatecznie zdecydowano się na prywatyzację dwóch największych firm sektora przez giełdę. W ten sposób jesienią ubiegłego roku Police i Puławy zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jednocześnie rozpoczął się proces prywatyzacji pozostałych firm. Moment był dobry - Police i Puławy udanie zadebiutowały na warszawskim parkiecie, a w przetargu na zakup pozostałych firm zgłosiło się kilkunastu inwestorów. Wydawało się, że na przełomie 2005 i 2006 roku wszystkie firmy WSCh będą już (przynajmniej częściowo w przypadku Polic i Puław) sprywatyzowane. Tak się jednak nie stało.

Dobre złego początki

Reklama
Reklama

Chęć kupna zakładów azotowych Tarnów i Kędzierzyn zgłosiło kilku inwestorów zagranicznych oraz Anwil, należący do PKN Orlen. Po kolejnych etapach, w grze pozostały niemiecki Petro Carbo Chem i polski Anwil. W grudniu Nafta Polska udzieliła wyłączności negocjacyjnej PCC. Nieoficjalnie mówiono, że polska spółka zaproponowała tak niską cenę, że nie pozostawiła Nafcie wyboru. 3 kwietnia 2006 r. podpisano umowę sprzedaży ZAT i ZAK. Za 80 proc. akcji Kędzierzyna PCC zobowiązał się zapłacić ponad 100 mln zł, a kolejne 360 mln zł miał zainwestować w ciągu pięciu lat. Za taki sam pakiet akcji Tarnowa Niemcy mieli zapłacić 365,8 mln zł. Wartość inwestycji gwarantowanych ustalono na 500 mln zł. Ustępujący zarząd Nafty Polskiej chwalił się, że w wyniku negocjacji z PCC uzyskano "poprawę kluczowych warunków transakcji w stosunku do pierwotnej oferty" (w przypadku ZAK cena zwiększyła się o 4,15 proc., a poziom inwestycji gwarantowanych - 2,5-krotnie; kwota uzyskana za pakiet akcji ZAT była wyższa od pierwotnej o 8,86 proc., a pakiet inwestycyjny zwiększył się także 2,5-krotnie).

Jednocześnie załogi obu firm wynegocjowały gigantyczny pakiet socjalny, obejmujący wszystkich pracowników tarnowskiej spółki (z wyłączeniem zarządu i głównych menedżerów). Pracownicy Tarnowa otrzymali gwarancję zatrudnienia na pięć lat, a tym, którzy mają co najmniej 14-letni staż pracy i 8 lat do emerytury, gwarancję zatrudnienia wydłużono do dziesięciu lat. Ponadto gwarancję zatrudnienia otrzymali także pracownicy dziesięciu spółek zależnych tarnowskich zakładów, w których pracuje 2,4 tys. osób. Inwestor zobowiązał się też do zwiększenia wynagrodzeń o przynajmniej 5 proc. w roku podpisania umowy prywatyzacyjnej, a w następnych latach pensje mają rosnąć o wskaźnik wzrostu cen i usług konsumpcyjnych. Pracownikom obu firm obiecano tzw. premię prywatyzacyjną - w przypadku Tarnowa w wysokości - 10 tys. zł, a Kędzierzyna - 6 tys. zł. Nie byłaby to jednak prawdziwa polska prywatyzacja, gdyby sprawa zakończyła się w ten sposób.

Pół roku na myślenie

Już dwa tygodnie po podpisaniu umów z PCC, Ministerstwo Skarbu Państwa zaczęło mieć wątpliwości do prawidłowości procesu prywatyzacji. Krytyczne opinie wyrażali też niektórzy posłowie i senatorowie (głównie z Prawa i Sprawiedliwości oraz Ligii Polskich Rodzin). PCC zarzucano, że firmy nie stać na wywiązanie się z umowy. Podkreślano również, że w procesie prywatyzacji nie wzięto pod uwagę wiarygodności finansowej niemieckiej spółki. Petro Carbo Chem odrzucił oskarżenia, jednak MSP zwróciło się do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie prywatyzacji wszystkich czterech firm. Ta odmówiła przeprowadzenia kontroli, uzasadniając decyzję tym, że nie jest w stanie przeprowadzić kontroli w czerwcu (o takim terminie była mowa we wniosku ministerstwa). NIK zaznaczył także, że nie mógłby skontrolować wiarygodności finansowej PCC dlatego, że wykracza to poza jej kompetencje - inwestor jest prywatnym podmiotem zagranicznym. Ostatecznie MSP samo zdecydowało się na przeprowadzenie kontroli. Nafta Polska zobowiązała zaś zarządy wszystkich czterech firm do opracowania planów rozwoju na wypadek fiaska prywatyzacji. Aż do początku października sytuacja nie zmieniła się. Resort nie podejmował decyzji, tłumacząc, że czeka na decyzję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który musiał zaaprobować transakcję. W pierwszych dniach października PCC otrzymał zgodę UOKiK na przejęcie Tarnowa i Kędzierzyna, ale pod warunkiem sprzedaży części urządzeń ZAT (chodziło o instalację elektrolizy chloru).

Sprawy nabrały tempa

Wkrótce po tym, jak UOKiK zaaprobował transakcję, wiceminister skarbu Paweł Szałamacha poinformował, że resort zaakceptował umowy sprzedaży Zachemu i Sarzyny, kontrolowanemu przez Skarb Państwa Ciechowi. Jednocześnie przyznał, że MSP nadal bada prywatyzację Zakładów Azotowych w Tarnowie i Kędzierzynie. Stwierdził, że resort potrzebuje jeszcze 3-4 tygodni na analizę transakcji i podjęcie decyzji. Jednocześnie zapowiedział, że zwróci się do Nafty Polskiej, aby ta podpisała z PCC klauzulę o przedłużeniu ważności umowy sprzedaży wygasającej 3 listopada. Wkrótce potem pojawiły się doniesienia "Parkietu", że opóźnienie decyzji w sprawie sprzedaży ZAK i ZAT może drogo kosztować Naftę Polską. Według naszych ustaleń, jeśli MSP nie wydałoby zgody na sprzedaż ZAT-u, Nafta Polska dostałaby - zgodnie z zaproponowanymi przez siebie w lipcu uchwałami Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy tarnowskiej spółki - tylko 30 mln zł dywidendy. Reszta z 82 mln zł zysku podzielonego między akcjonariuszy pozostanie w zakładzie. Gdyby po przedłużeniu umowy niemiecki inwestor kupił polską firmę, to przejąłby ją z pieniędzmi, które miały pójść na dywidendę (ta ma być wypłacona 25 listopada). Nafta Polska, powołując się na tę kwestię, zaproponowała PCC podniesienie ceny. Zrealizowała też zalecenie MSP i zwróciła się do PCC o podpisanie aneksu przedłużającego ważność negocjacji. Jednak do 28 października strony nie doszły do porozumienia i podpisano jedynie protokół rozbieżności.

Reklama
Reklama

Zaskakujące rozstrzygnięcie

Nieoczekiwanie, w ostatni piątek października, MSP poinformowało, że wycofuje się ze sprzedaży zakładów azotowych w Tarnowie i Kędzierzynie niemieckiej spółce PCC. Resort uzasadniał swoją decyzję tym, że niemiecki inwestor zaoferował zbyt niską cenę za akcje obu firm. Powołano się również na zastrzeżenia NIK wobec procesu sprzedaży ZAK. Niemcy, chcąc uratować formalnie niezakończone jeszcze z Naftą Polską negocjacje, 30 października akceptują jej warunki. Jednak trzy dni później Nafta Polska poinformowała PCC, że wobec stanowiska resortu skarbu - ich deklaracje są bezprzedmiotowe. W ten sposób, po ponad 17 miesiącach od rozpoczęcia, prywatyzacja Tarnowa i Kędzierzyna zakończyła się... niczym.Informując o fiasku prywatyzacji, Ministerstwo Skarbu Państwa zapowiedziało skierowanie firm na giełdę bądź powtórzenie przetargu. Bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz upublicznienia Kędzierzyna i Tarnowa. Najpierw jednak spółki mają zostać połączone. Nafta Polska planuje, że połączona firma może zadebiutować na GPW w ciągu 12 miesięcy. Analitycy przyznają, że jest to rozwiązanie zapewniające największą przejrzystość procesu. Jednak połączenie obu firm, a następnie ich upublicznienie, nie będzie łatwe. Na przeszkodzie może stanąć wiele kwestii, w tym niechęć samych spółek do fuzji oraz fakt, że tarnowskie zakłady są w trakcie spłacania zobowiązań wynikających z postępowania układowego. Ponadto fiasko transakcji z PCC naraża Polskę na wznowienie postępowania Komisji Europejskiej w sprawie niedozwolonej pomocy publicznej dla zakładów w Kędzierzynie. Jego konsekwencją może być pół miliarda złotych kary.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama