Notowania ropy naftowej "przykleiły" się do poziomu 60 dolarów za baryłkę. Zapowiedziane pod koniec października ograniczenia w produkcji surowca przez kartel OPEC, które miały powstrzymać gwałtowny spadek cen, na razie spełniają więc swoje zadanie.
W Abu Dhabi spotkali się wczoraj ministrowie ds. ropy z krajów OPEC z rejonu Zatoki Perskiej i podtrzymali, że nadal mają zamiar ograniczać wydobycie. Zdecydowanie odrzucili sugestie jednej z amerykańskich agencji rządowych, która we wtorek podała, że OPEC będzie w stanie zrealizować jedynie w 60 proc. zapowiedziane ograniczenia produkcji. Miały wynieść 1,2 mln baryłek na dobę począwszy od 1 listopada. W poniedziałek saudyjski minister ds. ropy Ali al-Naimi stwierdził, że kartel może podjąć decyzję o kolejnych cięciach wydobycia na najbliższym szczycie 14 grudnia w Nigerii. OPEC niepokoi się wysokim stanem zapasów ropy naftowej w USA i innych krajach, które konsumują dużo surowca. Amerykański Departament Energii poinformował wczoraj, że w minionym tygodniu wzrosły o 435 tys. baryłek.
Analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs przewidują, że zapasy szybko stopnieją, ponieważ po spadku cen w Stanach rośnie popyt na ropę i jej pochodne. Są zdania, że takie notowania jak teraz
nie utrzymają się długo. Podtrzymali prognozę,
według której średnia cena baryłki w przyszłym roku wyniesie 75,5 USD. Dla porównania, tegoroczny rekord notowań ropy z połowy lipca to 78,4 USD. Wczoraj za ropę w Londynie płacono po 59,57 USD, o 1,9 proc. więcej niż we wtorek.