Drembo, spółka złożona z pracowników Koszalińskiego Przedsiębiorstwa Przemysłu Drzewnego, jest właścicielem 49,99 proc. jego akcji. Nie dysponuje jednak ani jednym głosem. Pod koniec października pozbawił ją tego prawa sąd. Akcjonariusz do dziś nie wymyślił, jak wybrnąć z tej sytuacji.
Brak pieniędzy na wezwanie
Sąd orzekł, że Drembo bezprawnie przekroczył kiedyś próg 50 proc. głosów. Przed spółką rysuje się teraz kilka rozwiązań. Może np. ogłosić wezwanie na akcje KPPD tak, żeby osiągnąć próg 66 proc. głosów. Wtedy odzyska głosy. - Na taki ruch trzeba mieć pieniądze. A Drembo ich nie ma - komentuje Longin Graczkowski, który jest jednocześnie prezesem KPPD i Drembo. Ponadto z jego konsultacji z prawnikami wynika, że samo ogłoszenie wezwania może nie wystarczyć. - Jedynym wyjściem, które w pełni gwarantuje odzyskanie kontroli nad KPPD, jest ogłoszenie wezwania na 100 proc. akcji i wyprowadzenie spółki z CeTo. A na to tym bardziej nas nie stać - tłumaczy. Przy obecnym kursie giełdowym na wykup wszystkich papierów spółki należałoby przeznaczyć 16,2 mln zł. Zarząd nie wyklucza, że mógłby jednak wziąć kredyt na ten cel.
Sprzedaż to ryzyko
Prezes nie jest w stanie przewidzieć, kiedy zarząd opracuje sposób wyjścia z kłopotliwej sytuacji. - Cały czas dyskutujemy na ten temat w gronie 25 głównych udziałowców Drembo - zapewnia. Z dotychczasowych rozważań wynika, że nie zdecydują się oni na drugie możliwe rozwiązanie, czyli odsprzedanie wszystkich papierów. Nowy akcjonariusz automatycznie otrzymałby pełne prawo głosu. - Trudno zaufać komuś i oddać mu kontrolę nad firmą. To zbyt duże ryzyko - argumentuje L. Graczkowski.