Reklama

Osłabiony Sanitas wciąż chce debiutu

Prokuratura bada aferź z corhydronem. Premier chce wstrzymać produkcję w Jelfie. Jej właściciel, Sanitas nie rezygnuje z planów debiutu na giełdzie w Warszawie

Publikacja: 10.11.2006 07:27

W corhydronie produkowanym przez Jelfę znalazł się bardzo silny specyfik używany podczas operacji. Zarząd spółki twierdzi, że od września do października 2005 r. na polski rynek trafiło 6,6 tys. opakowań corhydronu 250, serii 010705. Saulius Jurgelenas, prezes Jelfy i Sanitasu, zaprzecza, że polska spółka zaniedbała swoje obowiązki i zapewnia, że tylko w jednej fiolce stwierdzono obecność specyfiku, który może stanowić zagrożenie dla życia.

Premier mówi "stop"

Cezary Śledziewski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, do którego należy Jelfa, twierdzi, że prawnie możliwe jest zatrzymanie produkcji w spółce. Od inspektora nadzoru farmaceutycznego może zażądać tego szef rządu. -Wystarczy podejrzenie o dziejące się w zakładzie nieprawidłowości - mówi C. Śledziewski. Jego zdaniem, w fabryce Jelfy źle zadziałał system kontroli produkcji.

Sanitas myśli o giełdzie

Litewska spółka, notowana w Wilnie, kupiła w tym roku od Skarbu Państwa pakiet Jelfy. Wycofała ją z giełdy i sama chce zadebiutować na GPW. Czy afera z corhydronem przekreśla szansę litewskiej spółki na debiut w Warszawie? Saulius Jurgelenas, prezes Sanitasu, powiedział, że firma nie rezygnuje z giełdowych planów. Nie potrafił jednak stwierdzić, czy afera może zniechęcić potencjalnych nabywców walorów litewskiej firmy. - Emisja może się odbyć dopiero za parę miesięcy. Trudno oszacować, jaki wpływ na jej powodzenie będzie miał problem związany z corhydronem - mówi. W środę kurs litewskiego Sanitasu na wileńskim parkiecie spadł o ok. 7,5 proc. (w czwartek nieco wzrósł). Oznacza to, że w ciągu jednego dnia kapitalizacja spółki zmniejszyła się o ok. 40 mln zł. Ciekawy jest też fakt, że systematyczny spadek kursu zaczęto notować od 3 listopada, co może wskazywać na to, że doszło do przecieku informacji. To bowiem właśnie tego dnia Jelfa i główny inspektor farmaceutyczny dowiedzieli się o obecności szkodliwej substancji w leku. Na rynek ta informacja trafiła dopiero 8 listopada. Dlaczego spółka nie poinformowała o tym wcześniej? Wczoraj nie udało nam się tego dowiedzieć od zarządu Jelfy.

Reklama
Reklama

Hurtownie sobie poradzą

Zdaniem jednego z przedstawicieli branży farmaceutycznej, ewentualne zamknięcie produkcji w Jelfie nastąpiłoby w czasie najgorszym z możliwych. Dla wytwórców leków listopad i grudzień to okres finansowych żniw. Głównie za sprawą leków przeciwprzeziębieniowych. Te wytwarza też Jelfa. Sytuacja będzie gorsza, jeżeli przestój w produkcji potrwa dłużej niż miesiąc. Na taki okres zazwyczaj są zgromadzone zapasy w hurtowniach. Poza tym firmy produkujące medykamenty starają się zaspokajać bieżące potrzeby rynku i nie gromadzą zbyt wiele we własnych magazynach. - Wstrzymanie produkcji mogłoby mieć wpływ na relacje z kontrahentami, do których można zaliczyć nie tylko hurtowników i aptekarzy, ale również podmioty zagraniczne zlecające produkcję farmaceutyków w Polsce - mówi Tomasz Jędorowicz, analityk rynku farmaceutycznego PricewaterhouseCoopers.

Zamknięcie produkcji w Jelfie nie odbije się na hurtowniach farmaceutycznych. Spółka ma mniej niż 2 proc. udziałów w rynku. Najwięksi dystrybutorzy leków współpracują zazwyczaj ze wszystkimi producentami. - Jelfa produkuje specyfiki, które łatwo zastąpić lekami innych firm - mówi przedstawiciel hurtowni.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama