Nadchodzące lata to najlepszy okres do inwestowania w polskich specjalnych strefach ekonomicznych - uważa Andrzej Kanthak, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Przedsiębiorcy sami dobrze o tym wiedzą. Od początku tego roku uzyskali oni już 150 pozwoleń na prowadzenie działalności w strefach. Zobowiązali się też, że utworzą ponad 21 tys. nowych miejsc pracy i zainwestują u nas 7,2 mld zł.
Ulgi przyciągają
Specjalne strefy ekonomiczne przeżywają boom. Są głównym atutem, którego Polska używa do przyciągania zagranicznych inwestorów. W dużej mierze dzięki strefom jest już niemal pewne, że w tym roku zagraniczne firmy ulokują u nas około 10 mld dolarów. W kolejnych latach może być jeszcze lepiej, bo powierzchnia stref wzrośnie o połowę: z ośmiu do dwunastu tysięcy hektarów.
Już teraz Polska we wszystkich rankingach atrakcyjności inwestycyjnej lokuje się w światowej czołówce. Jesteśmy cenieni m.in. za korzystne położenie w centrum Europy i duży rynek zbytu. - Dodatkowo, Polska ma więcej naukowców i inżynierów niż Czechy, Węgry i Słowacja razem - stwierdza Iwona Ciecierska, specjalistka PAIiIZ. Na tych atutach będziemy mogli skupić się, kiedy zabraknie specjalnych stref ekonomicznych. Dobra passa skończy się, bo Polskie specjalne strefy mogą działać tylko do 2017 r. Zgodnie z ustaleniami negocjacji w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej, za niecałe 11 lat oferowane przez nie ułatwienia w prowadzeniu działalności gospodarczej przestaną istnieć. Znikną zwolnienia z podatku od przedsiębiorstw czy nieruchomości. Przedsiębiorcy nie będą też dostawać grantów finansowych, na które teraz mogą liczyć strategiczni inwestorzy.
Warto się pospieszyć