Instytucje, od których otrzymujemy mało informacji, czeka większa liczba kontroli - zapowiada w rozmowie z "Parkietem" Paweł Banaś, wiceminister finansów i Generalny Inspektor Informacji Finansowej. Chodzi m.in. o domy maklerskie. W 2005 r. maklerzy wysłali do GIIF tylko cztery pisemne zawiadomienia o podejrzeniu prania brudnych pieniędzy. Banki - ponad tysiąc. W sprawozdaniach Inspektoratu w ogóle nie widać, czy na ślad przestępstw wpadały fundusze inwestycyjne.
Więcej informacji z domów maklerskich trafia do GIIF drogą elektroniczną. Tylko w tym roku Ministerstwo Finansów tą drogą otrzymało ponad 8 tys. sygnałów. Niewiele z nich było jednak przydatnych. Powód? Systemy maklerskie automatycznie zaliczają zwykle do podejrzanych przelewy między rachunkami podmiotów powiązanych lub transakcje firm ulokowanych w rajach podatkowych. Nie każda taka operacja jest jednak praniem pieniędzy. Od stycznia GIIF skierował tylko dwa zawiadomienia do prokuratury po informacji z domów maklerskich.
Niewiele daje analiza tzw. transakcji ponadprogowych (instytucje finansowe przesyłają do Inspektoratu informacje o każdej transakcji przekraczającej 15 tys. euro). Domy maklerskie i fundusze inwestycyjne zarejestrowały ich w tym roku już ponad 3,3 mln zł. Wykrywanie przestępstw na bazie takich danych przypomina szukanie igły w stogu siana. GIIF rozbudowuje więc systemy informatyczne.
Paweł Banaś chce jednak sprawić, by instytucje rynku kapitałowego przesyłały więcej trafnych zawiadomień. Inspektorzy GIIF skontrolują, czy i jak maklerzy reagują na dziwne transakcje. Choć wizyt takich nie było do tej pory dużo, przedstawiciele domów maklerskich zapewniają, że są przygotowani. - Ustawa nakłada na nas obowiązek ustalenia wewnętrznych procedur zapobiegających praniu pieniędzy. Poza tym duże grupy finansowe narzucają maklerom własne, dodatkowe procedury - mówi Marek Słomski, prezes ING Securities.