Notowania miedzi spadły w piątek do poziomu najniższego od czterech miesięcy. Tak rynek zareagował na dane z Chin, wskazujące na spadek tamtejszego popytu.
Zapasy metalu monitorowane przez giełdę w Szanghaju wzrosły w minionym tygodniu o 15 proc., natomiast - jak wynika z danych tamtejszych służb celnych - chiński import miedzi i produktów z miedzi spadł w pierwszych 10 miesiącach roku aż o 22 proc. To ważne wiadomości dla rynku, ponieważ właśnie za sprawą wielkiego apetytu na metale za Wielkim Murem w tym roku ceny miedzi biły rekordy, a w ciągu minionych czterech lat wzrosły pięciokrotnie. Jednak rząd w Pekinie chłodzi rozgrzaną gospodarkę, ograniczając możliwości inwestowania, dlatego popyt chińskich firm na surowce ma prawo być mniejszy.
W piątek za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono w Londynie po 6970 dolarów, pierwszy raz poniżej granicy 7000 USD od końca czerwca. Przez cały tydzień, do czwartku, utrzymywały się ok. 5 proc. wyżej. Nie tylko popyt z Chin, lecz również strajki w kopalniach miedzi, powodujące niedostatki podaży, były w tym roku przyczyną rekordów na rynku miedzi. Inwestorzy spekulacyjni kupowali czerwony metal, licząc na kolejne protesty i zwyżkę notowań. Przeliczyli się - czego najlepszym przykładem jest informacja
z dywizji Norte chilijskiego koncernu Codelco, gdzie związkowcy nie mają zamiaru protestować, lecz z
decydowali się usiąść do stołu z zarządem, by