Kurs euro w odniesieniu do złotego realizuje scenariusz bazujący na utworzonej od wiosny do jesieni formacji głowy z ramionami. Z jej wysokości wynika, że wspólna waluta może kosztować ok. 3,63 zł. Z obecnego poziomu to jeszcze 15 groszy. Taki zasięg rozpoczętego z końcem września spadku wydaje się realny, biorąc pod uwagę, że wcześniejsze fale zniżkowe miały po ok. 7 proc. Gdyby teraz miało być tak samo, to euro bez większego problemu zeszłoby do poziomu 3,7 zł. Nasza waluta nie jest wyjątkiem, bo podobnie zachowują się waluty na większości rynków wschodzących (szczególnie w naszym regionie). Trzeba przy tym przyznać, że trudno znaleźć powody do aż takiego optymizmu. Sytuacja na rynkach surowców nie jest zbyt sprzyjająca, akcje nie nadążają za rynkami rozwiniętymi, perspektywa schłodzenia globalnej gospodarki jest coraz bardziej realna, a cięcia stóp w USA nie są ostatecznie przesądzone. Podana wczoraj bazowa inflacja w USA spadła w październiku nieznacznie (do 2,7 proc. w ujęciu rocznym), a jej poziom wciąż niepokoi władze monetarne w Ameryce.