Indeks S&P 500 pierwszy raz od sześciu lat osiągnął prawie 1400 pkt. Tym samym do rekordu wszech czasów brakuje już mniej niż 10 proc. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że zwyżka odbywa się ostatnio bardziej w oparciu o życzenia niż znajduje podstawy w fundamentach. Inwestorzy przestali wykazywać jakąkolwiek ostrożność. Takie odczucie z technicznego punktu widzenia znajduje odbicie w negatywnej dywergencji na dziennym MACD. Wskaźnik nie zdołał pokonać szczytu z końca października. To kolejny argument przemawiający przeciwko szansom na wypracowanie wyraźniejszych zysków. Wytracenie tempa zwyżki zresztą już dobrze widać. Przez ostatnie cztery tygodnie indeks zyskał jedynie 2,5 proc.
Inflacja bazowa wciąż wysoka
Duży wpływ na pozytywne nastroje na parkiecie mają niskie ceny ropy naftowej. Mimo drastycznego spadku z sierpnia i września notowania tego surowca nie mogą się podnieść. Od półtora miesiąca utrzymują się w rejonie 60 USD za baryłkę. Taka sytuacja znalazła natychmiastowe odbicie w amerykańskich wskaźnikach inflacji. Mocno w dół poszedł zarówno PPI, jak i CPI. Wyjątkiem była inflacja bazowa (nie uwzględnia cen paliw i żywności) na poziomie konsumentów. Tutaj zniżka w październiku była niewielka. Wskaźnik w ujęciu rocznym wciąż sięga 2,7 proc. To poziom, który nie stwarza możliwości cięcia stóp. Dlaczego inflacja bazowa jest wciąż wysoka? W dalszym ciągu odczuwalne są skutki wcześniejszego wzrostu cen paliw. Jednocześnie, mimo dużego spadku z ostatnich miesięcy, 12-miesięczna zmiana notowań ropy wciąż pozostaje nieznacznie dodatnia. Zarobki Amerykanów rosną w coraz wyższym tempie, a przy tym spada dynamika wzrostu produktywności. W tych warunkach zbijanie inflacji jest trudne.
Inwestorzy na rynku obligacji jednak mocno wierzą w to, że w niedługim czasie uda się ją zdusić. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych w USA wróciła w pobliże wrześniowego minimum (ok. 4,6 proc.). To korzystna sytuacja z punktu widzenia giełdy. Niska dochodowość ogranicza negatywny wpływ oczekiwań na spadek tempa poprawy wyników amerykańskich spółek w ostatnich trzech miesiącach tego roku i w początkach 2007 r.
Na tle spadającego systematycznie od kilku miesięcy wskaźnika ISM, obrazującego kondycję amerykańskiego sektora przemysłowego, zaskakująco mocno prezentuje się dynamika produkcji przemysłowej. W październiku ISM otarł się o granicę 50 pkt (wyniósł 51,2 pkt), oddzielającą rozwój sektora od recesji, natomiast produkcja przemysłowa rosła wciąż o 4,9 proc. w ujęciu rocznym. Na jesieni 2005 r. dynamika wynosiła ok. 2 proc. Mamy więc tu wyraźne "rozjechanie" się dwóch wskaźników, które w przeszłości podążały praktycznie w tym samym kierunku. Taka sytuacja skłania do wniosku, że przedsiębiorcy oceniają kondycję sektora przemysłu gorzej niż w rzeczywistości wygląda.