Na przebiegu piątkowej sesji zaważyły doniesienia z rynków surowcowych, gdzie notowania miedzi znalazły się na najniższym poziomie od ponad pięciu miesięcy (6 740 USD za tonę), a cena ropy na giełdzie w Nowy Jorku, po raz pierwszy od 17 miesięcy, spadła poniżej 55 USD za baryłkę. W tych warunkach rynki wschodzące nie miały większych szans. Można nawet pokusić się o twierdzenie, że w odniesieniu do skali niepomyślnych wiadomości, przecena nie była znacząca. Choć rosyjski RTS i węgierski BUX spadły ponad 1 proc., to jednak nie powieliły negatywnego sygnału, jaki stał się ostatnio udziałem WIG20. Chodzi o wybicie w górę, a następnie ponowny powrót poniżej szczytów z drugiej połowy bieżącego roku.

Przecena nie ominęła tym razem także rynków rozwiniętych i tutaj jednak obyło się bez istotnych negatywnych sygnałów. Uwagę zwraca jednak coraz mniejsza dynamika wzrostów. Na wykresie Dow Jones Stoxx 50, w którego skład wchodzi 50 największych spółek Starego Kontynentu, od początku listopada formuje się sekwencja nachodzących na siebie szczytów i dołków, sygnalizująca, iż zwyżka traci dynamikę. Indeks, od dołka z połowy czerwca, zyskał 16,7 proc.

W tym czasie nie zanotował korekty, w trakcie której straciłby więcej niż 5 proc. Co interesujące, podobny dystans DJS50 pokonał w trakcie fali wzrostowej bezpośrednio poprzedzającej załamanie kursów w maju tego roku. Trudno na tej tylko podstawie oczekiwać podobnej dynamiki spadków, ale biorąc pod uwagę, że od dłuższego czasu rynki akcji ignorują informacje świadczące o nadchodzącym cyklicznym spowolnieniu, taki scenariusz też należy brać pod uwagę. Technicznym sygnałem sugerującym negatywny rozwój wydarzeń będzie spadek poniżej lokalnego dołka na 3670 pkt. Ostrzeżeń płynących z wykresu DJS50 nie potwierdza DJES50, indeks obejmujący 50 największych spółek, ale tylko ze strefy euro.

Póki co więc korekta na rynkach rozwiniętych bardziej jest

wirtualnym tworem oczekiwań analityków, a nie realną giełdową rzeczywistością.