Nadzór bankowy nadal rozważa wprowadzenie tzw. norm ilościowych, które miałyby prowadzić do ograniczenia dynamiki kredytów mieszkaniowych denominowanych w walutach, a udzielanych klientom indywidualnych. W grę wchodzi kilka możliwych rozwiązań. Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego przekazał je już bankom do konsultacji. Decyzja w sprawie wyboru jednego z wariantów może zapaść już na grudniowym posiedzeniu Komisji Nadzoru Bankowego.
Za i przeciw
Jakie są propozycje nadzoru? Możliwe jest wprowadzenie limitu kredytów walutowych w pojedynczym banku, który byłby uzależniony od wielkości jego funduszy własnych (podobne rozwiązanie obowiązuje w Rumunii). W grę wchodzi też dodatkowy wymóg kapitałowy przy takich kredytach, gdzie wartość należności byłaby większa od określonego poziomu wartości zabezpieczenia (kilka miesięcy temu mówiono o poziomie 70 proc.). Ostatnie brane pod uwagę rozwiązanie wiąże się z tzw. Nową Umową Kapitałową, która i tak będzie obowiązywać działające u nas banki od 2008 r. Jest też czwarta opcja - że nadzór nie zrobi nic.
Bankowcy, z którymi rozmawialiśmy, wskazują, że czasu na konsultacje jest niewiele. Zwracają uwagę, że częste zmiany regulacji dotyczących jednego z kluczowych segmentów rynku nie służy jego rozwojowi. Argumentują też, że sytuacja w kredytach mieszkaniowych różni się teraz znacząco od tego, co działo się jakiś czas temu. W tej chwili udział kredytów walutowych jest zdecydowanie mniejszy niż np. rok temu. Klienci częściej decydują się na branie kredytów w złotych, a jeśli wybierają kredyt walutowy, to jego kwota - w porównaniu z wartością zabezpieczenia - jest mniejsza.
Zmiana podejścia