Dotarcie w pierwszej połowie wczorajszej sesji przez WIG20
w pobliże wsparcia wyznaczonego przez dołek z początku listopada zaktywizowało kupujących, którzy ostatecznie zniwelowali straty. Biorąc pod uwagę wyraźnie większe niż w piątek obroty (pokazują, że w podniesienie rynku trzeba było zaangażować spory kapitał), trudno uznać to za sukces. O tym, że sesja nie wypadła lepiej zdecydowały głównie banki. Dobrze wypadły firmy
surowcowe, które miały się słabo w minionym tygodniu.
Z technicznego punktu widzenia sytuacja wydaje się dość prosta. Przełamanie dołka z początku listopada, ukształtowanego na wysokości 3093 pkt, umocni segment największych spółek w trendzie bocznym. Trwa ona od końca lipca. Realny w takiej sytuacji stałby się ruch w stronę jego dolnej granicy, czyli do 2900 pkt. Ze względu na to, że niedawno doszło do fałszywego wybicia (7 listopada indeks przedostał się powyżej 3200 pkt, by po kilku dniach spaść poniżej tej bariery) kontynuacja spadku jest w obecnej chwili najbardziej prawdopodobnym wariantem.
Ostatnie dni dały wyobrażenie wpływu na koniunkturę rynkową