Rynek ropy naftowej trwa w trendzie bocznym. Od początku października na zamknięciu tylko jednej sesji cena baryłki ropy Brent na giełdzie w Londynie była niższa od 58 dolarów i tylko dwa razy przekroczyła poziom 61 dolarów. Wczoraj baryłka staniała o ok. dolara, do 59,2 USD, po informacjach ze Stanów Zjednoczonych, które zanotowały niespodziewanie wysoki wzrost zapasów ropy naftowej i benzyny. Te ostatnie zwiększyły się po raz pierwszy od sześciu tygodni, w przeliczeniu o 1,41 mln baryłek, do 201,7 mln baryłek. Tymczasem rynek oczekiwał spadku. Ta informacja miała szczególne znaczenie w kontekście dzisiejszego Święta Dziękczynienia i rozpoczętego nim długiego weekend w USA, kiedy to ruch na amerykańskich drogach bardzo się zagęści.
Dzień wcześniej ropa podskoczyła, bo wichury uniemożliwiły odbiór surowca z transalaskańskiego rurociągu w porcie Valdez na Alasce, skąd tankowce transportują go do rafinerii na zachodnim wybrzeżu. Z przymusu przesył ropy rurociągiem został ograniczony nawet o 65 proc. W normalnych warunkach tłoczy się nim 800 tys. baryłek ropy dziennie z wielkiego pola Prudhoe Bay na północ od Valdez. Wczoraj informowano, że warunki pogodowe powinny pozwolić na szybkie wznowienie załadunków.
Wróciły natomiast obawy o bezpieczeństwo dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu. Wywołała je informacja o zabójstwie libańskiego ministra ds. gospodarki i ropy Pierre?a Gemayela. Akty przemocy dotyczą też Nigerii, gdzie za zakładników wzięci zostali pracownicy włoskiego koncernu Eni.