19 grudnia rozstrzygną się losy połączenia Euronextu z nowojorską giełdą New York Stock Exchange. Wtedy w tej sprawie będą głosować na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu akcjonariusze paneuropejskiego sojuszu, obejmującego parkiety w Paryżu, Amsterdamie, Brukseli i Lizbonie.
- Rada nadzorcza rekomenduje akcjonariuszom, żeby opowiedzieli się za transakcją - podał Euronext w komunikacie. Wśród udziałowców paneuropejskiego operatora jest m.in. warszawska GPW, która ma 10 tys. papierów. Stanowi to tylko niewielki ułamek całej puli, lecz pozwala mieć głos m.in. właśnie w sprawie giełdowej konsolidacji.
Władze Euronextu w czerwcu wybrały wartą ponad 8 mld euro ofertę przejęcia złożoną przez nowojorczyków, odrzucając kontrpropozycję niemieckiej giełdy Deutsche Boerse. Ta ostatnia podtrzymywała zainteresowanie fuzją aż do minionego tygodnia, kiedy ostatecznie skapitulowała. Władze Deutsche Boerse uznały, że transakcja byłaby zbyt kosztowna.
Poza zgodą akcjonariuszy Euronext wciąż potrzebuje też jeszcze pozwolenia na fuzję z Amerykanami od władz regulacyjnych wszystkich rynków, na których działa. Francuski regulator AMF poinformował, że wyda opinię w ciągu najbliższych dni, jeszcze przed początkiem grudnia.
Z połączenia Euronextu i NYSE powstanie pierwsza giełda transatlantycka, na której notowane będą firmy o zawrotnej kapitalizacji 27 bilionów dolarów. NYSE ma silniejszą pozycję niż jej europejski partner, dlatego decydenci ze Starego Kontynentu obawiają się amerykańskiej dominacji w strukturze, która powstanie po fuzji. Głównie z tego powodu popierali wariant połączenia Euronextu z Deutsche Boerse i stworzenia dominującego europejskiego gracza. Za takim rozwiązaniem opowiadali się m.in. prezydenci Francji i Niemiec oraz szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet. Pod tą presją władze NYSE zdecydowały się m.in. podzielić po równo między Amerykanów i Europejczyków miejsca w radzie nadzorczej NYSE-Euronext, choć pierwotnie mieli dominować ci pierwsi.