Reklama

Niejasna przyszłość

Od ostatniego rekordu WIG20 upłynęło już 139 sesji, a zakończenia korekty wciąż nie widać. Jednak nadal zachowujemy szansę na pokonanie majowego wierzchołka

Publikacja: 25.11.2006 08:06

Po 2003 roku zdarzyła się tylko jedna korekta, która trwała dłużej. W kwietniu 2004 roku, po tym jak WIG20 osiągnął 1870 pkt, na odrobienie całości strat czekaliśmy 164 sesje. Na razie od majowego wierzchołka upłynęło 139 notowań, a indeks dużych spółek ma wartość o 5 proc. niższą, niż zanotowane wtedy 3347,8 pkt. W 2004 roku w 139 dniu korekty WIG20 również tracił do punktu, z którego rozpoczął spadek, około 5 proc. Choć zatem w miarę przedłużania się konsolidacji coraz mniejsze znaczenie dla kierunku wybicia ma wcześniejszy trend, to jednak to porównanie uzmysławia, że na kontynuację hossy wciąż nie jest za późno.

Czy WIG20 wróci

do majowego wierzchołka?

Ten wniosek wynikający z porównania dwóch korekt broni się także, jeśli spojrzymy na wykres WIG20 z punktu widzenia analizy technicznej. Mimo że w pierwszej dekadzie listopada doszło do pozornego wybicia w górę ponad lipcowy szczyt, co teoretycznie jest negatywnym sygnałem. Jednak spadek został zatrzymany (przynajmniej na razie) na 3100 pkt, gdzie wsparcie wyznacza wrześniowy szczyt, listopadowy dołek oraz linia trendu poprowadzona po minimach z połowy czerwca i początku listopada. Teraz pozostaje tylko czekać na wybicie ponad 3251 pkt (wierzchołek z 7 listopada), które będzie można uznać za sygnał startu nowej fali wzrostowej.

Teoretycznie publikowane dane obrazujące stan krajowej gospodarki pozwalają oczekiwać takiego właśnie scenariusza. Produkcja przemysłowa w październiku okazała się wyższa od oczekiwań, sprzedaż detaliczna tylko nieznacznie zawiodła. Presji inflacyjnej nie widać. Z danych NBP wynika, że Polacy, którzy wyemigrowali za pracą, przesyłają do kraju rekordowe kwoty pieniędzy (1,6 mld euro w II kwartale 2006), co po pierwsze korzystnie wpływa na złotego, po drugie na krajowy popyt.

Reklama
Reklama

Sytuacja w gospodarce światowej nie jest już jednak tak korzystna. Chodzi przede wszystkim o sygnały spowolnienia w USA, które negatywnie odbijają się na rynku surowców. Tak ważne z punktu widzenia oceny krajowej giełdy przez inwestorów zagranicznych miedź i ropa znajdują się blisko, odpowiednio, 5-miesięcznych i 11-miesięcznych (gatunek Brent w Londynie), minimów. To stąd zapewne rezerwa zagranicznych inwestorów do największych krajowych spółek. Dane publikowane przez firmę Emerging Portfolio Fund Research pokazują, że inwestorzy wpłacają pieniądze do funduszy inwestujących na rynkach wschodzących, ale pod warunkiem że nie działają na europejskich emerging markets. Jeśli zatem krajowa giełda doświadcza napływu zagranicznego kapitału, to wynika on raczej z decyzji zarządzających funduszami o zmniejszeniu rezerw gotówki niż z napływu świeżych środków. Skłaniałbym się jednak do tezy o niewielkim zaangażowaniu graczy zagranicznych na GPW - spółki cykliczne wydają się mało atrakcyjne, z kolei banki są drogie w porównaniu z zagraniczną, regionalną konkurencją. Ponieważ w WIG20 negatywny wpływ gospodarki światowej (niechciane w portfelach firmy surowcowe) jest neutralizowany przez coraz lepszą sytuację krajowych konsumentów (banki kupowane przez krajowe instytucje), czynniki te wskazują na kontynuację trendu bocznego w najbliższym czasie. Można nawet pokusić się o tezę, że istotnym czynnikiem decydującym o tym, iż indeks dużych firm wciąż znajduje się w trendzie bocznym, jest działalność państwa, które ma istotny wpływ na TP (poprzez UKE) oraz PGNiG (jest największym udziałowcem). To też może być jeden z powodów zniechęcających do GPW graczy zagranicznych.

Mniejsze rosną zbyt szybko

Skoro sytuacja dużych spółek nie wydaje się dostatecznie jasna, może wciąż jeszcze warto zwrócić uwagę na mniejsze firmy? Indeksy WIRR i MIDWIG znajdują się w silnych trendach wzrostowych, nie ma sygnałów ich zakończenia. Na wykresie MIDWIG mieliśmy w ostatnich pięciu miesiącach trzy krótkie konsolidacje, z których każda zakończyła się wybiciem w górę. Zwróciłby tylko uwagę na tę ostatnią. W odróżnieniu od dwóch poprzednich przebiegała przy rosnącym wolumenie i miała kształt zwyżkującego klina. Wybicie z tego typu formacji w górę jest nie tylko objawem siły rynku, ale sugeruje również lekkie przegrzanie. W takiej sytuacji korekty - nawet gwałtownej - oczekiwać można w każdej chwili.

Jednak sygnału do niej szukałbym raczej nie na wykresach mniejszych indeksów czy spółek, ale raczej gdzieś na rynku surowców. Rola pasa transmisyjnego między "średniakami" i rynkiem surowców zarezerwowana jest dla dużych spółek.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama