Reklama

Gospodarka w tle budżetowych targów

Politycy zamiast iść w ślady najlepszych menedżerów i inwestować w poprawę efektywności gospodarki wolą finansować kolejne zupki regeneracyjne

Publikacja: 27.11.2006 09:29

W ubiegłym tygodniu mieliśmy dwa wydarzenia, które mogą okazać się kluczowe dla koniunktury na rynku. Dolar mocno się osłabił, co zaowocowało m.in. podrożeniem euro w stosunku do amerykańskiej waluty ponad magiczny niemal poziom 1,3. Tym samym cena ta osiągnęła najwyższy pułap od ponad roku. Drugim wydarzeniem wartym wzmianki był fakt obrony przez wykres ceny kontaktów (a także wykres wartości indeksu WIG20) poziomu dołka z początku listopada. W efekcie mamy nowy dołek położony nieco wyżej oraz wyskok cen, który zbliżył je do poziomu ostatniego lokalnego szczytu. Niezbyt głęboka korekta na dwóch ostatnich sesjach sprawia, że rynek ma szanse na dalszą zwyżkę. Tym bardziej, że może w tym pomóc właśnie słabnący dolar.

Wspomniana pomoc polega choćby na tym, że razem ze spadkiem wartości amerykańskiej waluty rosną kursy notowanych w niej aktywów, w tym najbardziej nas interesujące kursy miedzi i ropy naftowej. Wzrost na rynku surowcowym ostatnio zawsze dodawał nam sił, co przekładało się na poprawę nastrojów. Trzeba jednak zauważyć, że tym razem jest to w przeważającej części jedynie efekt osłabienia dolara. Waluta amerykańska traci swoją siłę nabywczą więc nie dziwi fakt, że rosną ceny w niej wyrażone. W związku z tym radość z powodu wzrostu ceny miedzi, czy ropy powinna być tonowana. Nie musi to zaraz oznaczać większe zyski spółek. KGHM wprawdzie otrzyma za tonę miedzi średnio więcej dolarów niż wcześniej, ale będą to dolary mniej warte, więc zmiana kursu w dużej mierze zniweluje efekt wzrostu ceny surowca. Może się więc zdarzyć, że cena nominalna w dolarach amerykańskich będzie rosła, ale ceny w innych walutach już nie.

Przykładem różnicy jaka ostatnio wystąpiła ze względu na zmianę kursu dolara jest sytuacja na rynku ropy naftowej. Wszyscy obserwujemy już drugi miesiąc konsolidację ceny tego surowca w okolicy 60 dolarów za baryłkę. Na wykresie jest to poziom znaczący, gdyż wiąże się z obroną dołków z przełomu roku 2005 i 2006. Aktualnie kurs nadal znajduje się nad tymi dołkami. Cena nominalna wyrażona jest w dolarach amerykańskich. Gdy skorygujemy ją o zmiany wartości waluty amerykańskiej (przez uwzględnienie zmian indeksu dolarowego) okazuje się, że faktyczne mamy obecnie konsolidację, ale już pod wspomnianymi dołkami, co z technicznego punktu widzenia może mieć ciekawe konsekwencje. Piątkowe wahania na rynku ropy także jasno pokazały, że zmiana ceny miała swoją przyczynę jedynie w zmianie wartości waluty. Po jej wyrugowaniu okazało się, że cena surowca w piątek nie zmieniła wartości mimo nominalnego wzrostu ceny w dolarach - dla reszty świata cena pozostała taka sama.

Zmiana wartości amerykańskiej waluty ma jednak także pozytywne efekty. Przykładem może tu być zmniejszenie się złotówkowego kosztu obsługi długu nominowanego właśnie w dolarach. Spada wartość samego długu oraz wartość płaconych przez rząd polski odsetek.

Skoro już wcześniej poruszyliśmy temat poziomu cen surowców i ich wpływu na wynik osiągany przez spółki, to nie można nie wspomnieć o ostatnich wypowiedziach szefów KGHM. Firma po trzech kwartałach osiągnęła przychód na poziomie 9 mld zł przy prognozie na cały rok wynoszącej 10,2 mld zł. Już teraz wiadomo, że jeśli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, wynik będzie prawdopodobnie lepszy od zakładanego. W związku z tym zarząd z dumą zakłada, że wypłacona zostanie dywidenda na poziomie 40 proc. zysku, czyli ok. 6-7 zł na akcję. Rzeczywiście, taki poziom dywidendy byłby w tej chwili rozsądny, ale należy pamiętać, że to nie zarząd faktycznie decyduje o jej wysokości. Pakiet ponad 40 proc. akcji ma nadal Skarb Państwa, a tym samym to rząd faktycznie decyduje, jaka część zysku zostanie przekazana na dywidendę.

Reklama
Reklama

Tak się składa, że informacje o osiągnięciach spółki i jej planach zbiegły się z pracami parlamentu nad przyszłorocznym budżetem. Trwają prace komisji sejmowych. Jak łatwo było się domyśleć, pojawił się koncert życzeń. Mamy zatem propozycję ułatwień i ulg dla młodych ludzi rozpoczynających pracę (PO), zwiększenia wydatków na remonty dróg i poprawę sytuacji listonoszy (SLD), zwiększenia wydatków na szkolnictwo wyższe, a także na ratownictwo górnicze i podwyżki płac dla najmniej zarabiających urzędników (PiS). Samoobrona chce zwiększenia wydatków na dofinansowanie ubezpieczeń rolniczych, waloryzacji rent i emerytur uwzględniającej wzrost PKB oraz dopłat do paliwa rolniczego, a LPR postuluje sfinansowanie programu "Stop przemocy w szkołach" oraz prac przygotowawczych związanych z projektem przekopania tunelu między wyspami Wolin i Uznam.

Jak widać, potrzeb nie cierpiących zwłoki jest dużo, ale problemem jest założona kotwica, która ma trzymać budżet w ryzach. Jednak i na to posłowie mają swoje rozwiązania, choć w tym wypadku są już bardziej tajemniczy. PO zamierza własne poprawki sfinansować cięciami w administracji i zmniejszeniem dotacji dla części funduszy i agencji. SLD także myśli o oszczędnościach w administracji, jako przykład podając zwiększenie zatrudnienia w Kancelarii Prezydenta o 54 etaty. Jako zbyt duże lewica uznała także budżety KRRiT, IPN oraz Krajowej Rady Sądownictwa. PiS trzyma swoje asy w rękawie i nie chce zdradzić skąd weźmie środki na sfinansowanie swoich propozycji. Ich zdaniem są "pewne wolne środki", ale nie chcą ich zdradzać, bo inne ugrupowania mogłyby się na nie "rzucić". Samoobrona jest bardziej otwarta - jako źródło własnych pomysłów widzi zwiększenie kwoty dywidend od państwowych spółek oraz w cięciu kosztów obsługi zadłużenia. LPR chce obniżyć budżet Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (o połowę!) oraz o trzecią część uszczuplić budżet GIODO. Łakomym kąskiem są też "zwiększone wpływy z zysku NBP".

Co do tego ma KGHM? W ubiegłym roku spółka wypłaciła akcjonariuszom rekordową dywidendę - 10 zł na akcję. Ten drenaż gotówki to efekt nacisków głównego właściciela spółki, czy Skarbu Państwa. Dywidenda stanowiła 87 proc. zysku netto. Podstawą wypłaty była dobra koniunktura na rynku surowcowym. W tym roku wprawdzie nie ma już takiej hossy, ale ceny utrzymują się nadal na wysokim poziomie. W związku z tym mamy kolejny rok dobrych wyników spółki. Jaka jest szansa, że zostanie on przeznaczony na inwestycje? Jaka jest szansa, że zarząd będzie w stanie osiągnąć cel, czyli nie dopuścić do wypłaty wyższej dywidendy niż zakładane 40 proc. zysku netto? Szanse zarządu są niemal żadne, bo to nie od niego zależy. Jeśli pracownicy zechcą "partycypować w dobrym wyniku spółki", to mają już sprawdzone i co ważne niezwykle skuteczne mechanizmy, by to osiągnąć. Od tego są związki. Czy Skarb Państwa powstrzyma się od kolejnego ataku na kasę? Patrząc na listę oczekiwań członków rządowej koalicji zamieszczoną wyżej, można powątpiewać.

Mamy okazję obserwować ten sam, szczególny mechanizm w skali makro- i mikro. Dobra koniunktura gospodarcza nie skłania do prac nad reformą finansów publicznych, a dobra koniunktura na rynkach surowcowych nie jest wystarczająca, by przygotować się na gorsze czasy w KGHM. Liczy się tu i teraz. Gdyby spółka rzeczywiście była spółką prywatną, to sytuacja miałaby się zupełnie inaczej. A tak zarówno budżetem, jak i finansami firmy zajmują się te same krótkowzroczne osoby. Spijają śmietankę, gdy jest w spółce dobrze (nawet wbrew zarządowi), wiedząc, że w razie kłopotów to właśnie zarząd będzie za nie "odpowiedzialny".

Na szczęście w innych spółkach jest inaczej. Jak pokazują ostatnie dane razem ze wzrostem gospodarczym rosną wydatki na inwestycje. Co ważne, szybko rosną wydatki na maszyny i urządzenia. To sugeruje, że zwiększą wydajność i wprowadzą nowe technologie. I to jest pocieszające, gdyż właśnie dobra koniunktura powinna być wykorzystywana do przewietrzenia zatęchłych hal i robienia porządków. Politycy zamiast iść w ślady najlepszych menedżerów wolą finansować kolejne zupki regeneracyjne. One nie pomogą, gdy znowu nadejdą trudniejTrochę techniki

Wsparcie na poziomie dołka z pierwszej sesji listopada zostało obronione. Popyt zaatakował i pojawiły się nawet luki hossy. Sprawia to, że nadal jest możliwość ataku na poziom listopadowego szczytu oraz majowego rekordu. Zwłaszcza, gdyby osłabienie dolara było kontynuowane. Wtedy nastroje sprzyjałyby zwyżkom na naszym rynku. Wprawdzie ewentualny wzrosty ceny miedzi czy ropy mogłyby być tylko papierowe, ale i tak zapewne sprawiałyby dobre wrażenie. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak obserwować wsparcia, bo nadal w przewadze jest popyt. Do sygnałów zmiany

Reklama
Reklama

trendu jest na razie daleko. Najbliższym wsparciem pozostaje dołek z poniedziałku ubiegłego tygodnia, który leży niewiele wyżej od zaznaczonego

grubą linią dołka

z 2 listopada. Początek tygodnia wydaje się więc

być pomyślny dla posiadaczy długich pozycji.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama