W ubiegłym tygodniu mieliśmy dwa wydarzenia, które mogą okazać się kluczowe dla koniunktury na rynku. Dolar mocno się osłabił, co zaowocowało m.in. podrożeniem euro w stosunku do amerykańskiej waluty ponad magiczny niemal poziom 1,3. Tym samym cena ta osiągnęła najwyższy pułap od ponad roku. Drugim wydarzeniem wartym wzmianki był fakt obrony przez wykres ceny kontaktów (a także wykres wartości indeksu WIG20) poziomu dołka z początku listopada. W efekcie mamy nowy dołek położony nieco wyżej oraz wyskok cen, który zbliżył je do poziomu ostatniego lokalnego szczytu. Niezbyt głęboka korekta na dwóch ostatnich sesjach sprawia, że rynek ma szanse na dalszą zwyżkę. Tym bardziej, że może w tym pomóc właśnie słabnący dolar.
Wspomniana pomoc polega choćby na tym, że razem ze spadkiem wartości amerykańskiej waluty rosną kursy notowanych w niej aktywów, w tym najbardziej nas interesujące kursy miedzi i ropy naftowej. Wzrost na rynku surowcowym ostatnio zawsze dodawał nam sił, co przekładało się na poprawę nastrojów. Trzeba jednak zauważyć, że tym razem jest to w przeważającej części jedynie efekt osłabienia dolara. Waluta amerykańska traci swoją siłę nabywczą więc nie dziwi fakt, że rosną ceny w niej wyrażone. W związku z tym radość z powodu wzrostu ceny miedzi, czy ropy powinna być tonowana. Nie musi to zaraz oznaczać większe zyski spółek. KGHM wprawdzie otrzyma za tonę miedzi średnio więcej dolarów niż wcześniej, ale będą to dolary mniej warte, więc zmiana kursu w dużej mierze zniweluje efekt wzrostu ceny surowca. Może się więc zdarzyć, że cena nominalna w dolarach amerykańskich będzie rosła, ale ceny w innych walutach już nie.
Przykładem różnicy jaka ostatnio wystąpiła ze względu na zmianę kursu dolara jest sytuacja na rynku ropy naftowej. Wszyscy obserwujemy już drugi miesiąc konsolidację ceny tego surowca w okolicy 60 dolarów za baryłkę. Na wykresie jest to poziom znaczący, gdyż wiąże się z obroną dołków z przełomu roku 2005 i 2006. Aktualnie kurs nadal znajduje się nad tymi dołkami. Cena nominalna wyrażona jest w dolarach amerykańskich. Gdy skorygujemy ją o zmiany wartości waluty amerykańskiej (przez uwzględnienie zmian indeksu dolarowego) okazuje się, że faktyczne mamy obecnie konsolidację, ale już pod wspomnianymi dołkami, co z technicznego punktu widzenia może mieć ciekawe konsekwencje. Piątkowe wahania na rynku ropy także jasno pokazały, że zmiana ceny miała swoją przyczynę jedynie w zmianie wartości waluty. Po jej wyrugowaniu okazało się, że cena surowca w piątek nie zmieniła wartości mimo nominalnego wzrostu ceny w dolarach - dla reszty świata cena pozostała taka sama.
Zmiana wartości amerykańskiej waluty ma jednak także pozytywne efekty. Przykładem może tu być zmniejszenie się złotówkowego kosztu obsługi długu nominowanego właśnie w dolarach. Spada wartość samego długu oraz wartość płaconych przez rząd polski odsetek.
Skoro już wcześniej poruszyliśmy temat poziomu cen surowców i ich wpływu na wynik osiągany przez spółki, to nie można nie wspomnieć o ostatnich wypowiedziach szefów KGHM. Firma po trzech kwartałach osiągnęła przychód na poziomie 9 mld zł przy prognozie na cały rok wynoszącej 10,2 mld zł. Już teraz wiadomo, że jeśli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, wynik będzie prawdopodobnie lepszy od zakładanego. W związku z tym zarząd z dumą zakłada, że wypłacona zostanie dywidenda na poziomie 40 proc. zysku, czyli ok. 6-7 zł na akcję. Rzeczywiście, taki poziom dywidendy byłby w tej chwili rozsądny, ale należy pamiętać, że to nie zarząd faktycznie decyduje o jej wysokości. Pakiet ponad 40 proc. akcji ma nadal Skarb Państwa, a tym samym to rząd faktycznie decyduje, jaka część zysku zostanie przekazana na dywidendę.