Rząd przekonał posłów, że elektrociepłownie nie powinny dostać aż takich przywilejów, jakich się domagają. - Kogeneracja (jednoczesne wytwarzanie ciepła i energii elektrycznej - red.) powinna być wspierana, ale nie ma nic za darmo - powiedział wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak. - Energia z kogeneracji jest droższa od konwencjonalnej. Musimy ograniczać wzrost cen - dodał.
Dlaczego rozwiązanie proponowane przez ciepłowników zagroziłoby większymi opłatami za prąd? Izby gospodarcze namawiały, aby do nowych przepisów, implementujących unijną dyrektywę, wprowadzić obowiązek kupowania od nich energii elektrycznej przez spółki dystrybuujące prąd. - W naszym rozumieniu Komisja Europejska chciała, aby kogeneracja była uprzywilejowana i nie działała na warunkach czysto rynkowych - stwierdził Bogusław Regulski, wiceprezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Nie zadowoliło go to, co MG przedstawiło w opracowanej przez siebie nowelizacji.
Spółki wprowadzające energię do obrotu od lipca 2007 r. będą musiały legitymować się czerwonymi certyfikatami, świadczącymi o tym, że część sprzedawanej energii została wytworzona razem z ciepłem. Firmy, które nie kupią certyfikatów, będą musiały uiścić opłatę zastępczą. Wyniesie ona od 15 do 90 proc. wolnorynkowej ceny energii. - Certyfikaty są wystarczającym wspraciem dla kogeneracji - stwierdził T. Wilczak. - Obowiązek zakupu wprowadziłby sztywne, wyższe od rynkowych ceny. Chcąc promować wolny rynek energii, na takie protezy nie możemy sobie pozwolić - dodał. Jego zdaniem, jeśli rozwiązania przyjęte przez posłów się nie sprawdzą, to po "okresie testowym" będzie szansa na kolejną zmianę. Resort gospodarki pracuje nad kolejną, szeroką nowelizacją prawa energetycznego.