Kiedy pytam moje dzieci o to, co to jest deja vu, mogę liczyć na jedną odpowiedź. Jest to błąd w Matriksie. Znawcy trylogii braci Wachowskich doskonale wiedzą, o co chodzi. Ci, którzy tego filmu jeszcze nie widzieli, powinni zobaczyć. Szczególnie warta polecenia jest część pierwsza - bo i najlepsza, i w niej właśnie główny bohater filmu, widząc dwukrotnie przechodzącego obok czarnego kota, stwierdza: deja vu.
A później akcja nabiera tempa. Na giełdzie też czasem mamy podobne zdarzenia. Oczywiście, nie mam na myśli czarnego kota. Choć używa się takich określeń, jak czarny koń albo - czarna owca. W innych kolorach mamy "białego rycerza" - to przy obronie przed fuzjami. Białe albo niebieskie - mogą też być kołnierzyki. Ale to nie jest dobre skojarzenie.
Tym razem mam na myśli powtarzalność zdarzeń i przyspieszenie akcji. Dla wielu inwestorów giełdowych powtarzalność zdarzeń jest podstawą ich decyzji inwestycyjnych. Bo przecież jest to sedno analizy technicznej. Inwestorzy dlatego analizują wszystkie formacje, oscylatory i wskaźniki, że chcą się w tym doszukać jakichś prawidłowości. I na ich podstawie prawidłowo rozpoznać przyszłe zmiany notowań.
Jak wiemy, nie jest to pozbawione sensu. Po pierwsze, w tych formacjach ukryta jest duża część psychologii inwestorów: chciwość i żądza zysku, ale także strach i próba ochrony zainwestowanego kapitału. Po drugie - o czym wszyscy uczestnicy rynku doskonale wiedzą - analiza techniczna ma w sobie elementy samospełniających się przepowiedni.
Ale powtarzalność zdarzeń, o której chcę napisać, nie ma nic wspólnego z analizą techniczną. Dokładniej - jej efektem było silne wybicie w górę po okresie konsolidacji. Z tym że przyczyną tego wybicia była analiza fundamentalna.