- Narastająca nierównowaga globalnego systemu finansowego to rodzaj spekulacyjnej bańki. Pojawiły się sygnały zwiększające groźbę jej przekłucia - przestrzegał Joseph Stiglitz, laureat ekonomicznej Nagrody Nobla w czasie wystąpienia na Europejskim Kolokwium w Pradze.
Spotkanie zostało zorganizowane przez Pioneer Investments. Oprócz Stiglitza udział w nim wzięli między innymi dwaj inni nobliści - Edward Prescott oraz James Heckman.
Joseph Stiglitz wskazywał na sytuację, w której najbogatsze państwo świata - Stany Zjednoczone - musi pożyczać pieniądze od biedniejszych krajów po to, by podtrzymać globalną koniunkturę. Każdego dnia USA potrzebują blisko 3 mld USD, aby sfinansować deficyt handlowy. Dużą rolę w jego tworzeniu przypisuje się Chinom i niskiemu kursowi tamtejszego juana, który wspiera eksport Państwa Środka. Ale jak przekonywał Stiglitz, wyeliminowanie deficytu z Chinami prawdopodobnie nie rozwiązałoby problemu.
Jednocześnie wskazywał, że źródłem kłopotów światowej gospodarki są nie tylko kraje z deficytem, ale również posiadające nadwyżki. Dzieje się tak ze względu na to, że lokują je w aktywa dolarowe, a amerykańska waluta generalnie traci zaufanie inwestorów. Czy taka sytuacja może trwać w nieskończoność? Raczej nie. Bańka zawsze pęka, choć czasami trudno jest wskazać czas, kiedy się to stanie. Najczęściej wiadomo, że doszło do jej przekłucia już po fakcie. Innowacje finansowe pozwalają odsunąć ten moment w czasie, bo pomagają lepiej zarządzać ryzykiem. Z drugiej strony jednak pozwalają na podejmowanie większego ryzyka, co dodatkowo zaognia sytuację.
Stiglitz wskazał kilka elementów skłaniających do obaw, że światowa gospodarka staje przed dużym wyzwaniem. Najważniejszy to drastyczne pogorszenie sytuacji na rynku nieruchomości w USA. Zdaniem noblisty, trudno będzie zneutralizować negatywny wpływ tego czynnika.