Zmiany podatkowe, planowane przez rząd na lata 2007-2009, to m.in. "podwyżki stawek VAT od usług gastronomicznych, artykułów rolnych oraz żywnościowych opodatkowanych obecnie stawką 3 proc.". Taką zaskakującą informację możemy znaleźć w najnowszym programie konwergencji, wysłanym dopiero do Brukseli. Z formalnego punku widzenia wszystko się zgadza - z końcem kwietnia 2008 r. kończy się bowiem wynegocjowany przez nas okres przejściowy, w którym mamy prawo stosować tak niską, preferencyjną stawkę. Jej podwyższenie z 3 do 7 proc. zapisane jest w przepisach przejściowych polskiej ustawy o VAT. Było to konieczne, ponieważ dyrektywy unijne zakazują co do zasady opodatkowania towarów czy usług stawką mniejszą niż 5 proc.
Po co były twarde negocjacje?
Od roku wiadomo jednak, że politycznej zgody na podwyżkę podatku nie ma. W styczniu na spotkaniu ministrów finansów Unii Europejskiej Polska na ostrzu noża postawiła problem VAT w budownictwie i rolnictwie. O ile w przypadku usług budowlanych wywalczyliśmy pewne kompromisowe rozwiązanie, o tyle w kwestii otaksowania żywności nieprzetworzonej Unia pozostała nieugięta. Dlaczego więc zapis o wzroście stawek pojawił się teraz?
Tak szybko nie rezygnujemy
Ministerstwo Finansów (tam powstał dokument) nie udzieliło nam oficjalnej odpowiedzi. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że urzędnicy opisali w programie te zmiany, które wynikają z obowiązujących przepisów. Bardziej "rozmowny" był resort rolnictwa. - Zgody na zmianę stawek jak nie było, tak nie ma. Nie podnieśliśmy jeszcze rąk w górę. Będziemy negocjować z Brukselą przedłużenie okresów przejściowych - twierdzi Aleksandra Szelągowska, dyrektor Departamentu Finansów ministerstwa. - Zwiększenie VAT-u uderzyłoby w konsumentów, prowadziłoby bowiem do zwiększenia cen żywności - dodaje. Przy rozmowach z Unią rząd liczy na wsparcie Wielkiej Brytanii, która w rolnictwie stosuje wciąż stawkę zero. MF czeka z kolei, aż do dyskusji o niższym VAT wróci Francja, która stara się utrzymać korzystne opodatkowanie restauratorów.