Tym razem euforia była jakby mniejsza. WIG20 ustanowił historyczny szczyt, pokonując majowy rekord o blisko 50 pkt, a pierwsze strony gazet pełne były zupełnie innych treści. W komentarzach ten fakt się oczywiście pojawił, ale mimochodem, przy okazji omawiania dobrej passy banków, zwłaszcza PKO BP. Wydawałoby się zatem, że bez tego huraoptymizmu rynek będzie wczoraj w stanie powalczyć o utrzymanie korzystnej tendencji. Niestety, chwilowo się to nie udało, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że indeks największych spółek w ciągu ostatnich sześciu sesji zyskał blisko 250 pkt, to wczorajszy spadek nie wygląda jakoś szczególnie niepokojąco. Zasłużonej korekty doczekały się banki, co przy dość stabilnie zachowujących się spółkach surowcowych skazywało rynek na ruch powrotny w kierunku przełamanego oporu. Aktywność była niezbyt imponująca. Jeśli uwzględnić, że prawie jedną czwartą obrotu akcjami firm
z WIG20 stanowił handel na KGHM, to śmiało można powiedzieć, iż inwestorzy skupili swą uwagę zupełnie na czym innym.
Ciekawiej było na szerokim rynku, więc zapewne część bardziej agresywnie nastawionych graczy zostawiła chwilowo "blue chipy" i zajęła się akcjami Dudy oraz prawami do akcji wczorajszego debiutanta Żurawi Wieżowych. Cena walorów pierwszej spółki spadła niemal o 40 proc., co wynikało z prostego faktu, że były one notowane po raz pierwszy bez prawa poboru. Ciekawostką jest to, że inwestorzy handlowali nimi, nie znając ceny emisyjnej nowych akcji. Może zarząd Dudy miał problemy z jej ustaleniem i czekał na jakąś podpowiedź z rynku?
Druga spółka zadebiutowała "z przytupem", podobnie jak niedawno temu HTL-Strefa, a obroty były takie, jakby prawie cała dopuszczona do obrotu giełdowego seria C zmieniła właściciela. Wygląda na to, że dzięki małej wartości dopuszczonych praw staną się one domeną ostro grających spekulantów, czego przedsmak mieliśmy wczoraj. Właściwie nie ma przeszkód, aby za parę dni kosztowały one albo 10 albo 20 zł, z tym że druga opcja jest chyba bardziej prawdopodobna.