Za nami mikołajki, przed nami Boże Narodzenie i Nowy Rok. Handel ma żniwa. Z gazet codziennych i tygodników wysypują się ostatnio kolorowe dodatki, podpowiadające, czym na Gwiazdkę można uszczęśliwić bliskich. Pomysłodawcom trudno wyjść poza schemat - dla niej biżuteria (jakiś jablonex albo brylanty, w zależności od grubości portfela), perfumy, koronkowe majteczki, najlepiej wszystko razem, w zaiste pięknym zestawie. Dla niego - koszula, krawat, woda kolońska. Dla dzieci - do wyboru do koloru - chińskie zabawki wyprodukowane... przez dzieci. Powiedzmy sobie szczerze - zewsząd wyziera banał.
Przyznaję - zaniedbaliśmy ten obowiązek wobec Czytelników. Na razie nie doczekali się od nas żadnej podpowiedzi. A przecież mają co wydawać - na giełdzie w ostatnich latach można było zarobić krocie. Oto moja propozycja - rachunek inwestycyjny z jakąś sumką na początek niezwykłej przygody. Dla kogo? Dla tych, o przyszłość których co dzień się troszczycie.
To prezent uniwersalny - dla żony czy dziewczyny (pierwsza doceni od razu, druga z czasem), dla dziatwy szkolnej, dla rodziców czy rodzeństwa. Kochanka też przyjmie go z wdzięcznością. Jeśli jeszcze kwota będzie nieco wyższa niż symboliczna...
Korzyści? Trzeba by je pewnie analizować w zależności od "grupy docelowej". Przykład: jeśli już dzieciaki mają spędzać czas przed komputerem, niechże spędzają go, ucząc się rzeczy pożytecznych. Niech wiedzą, że pieniędzmi trzeba (i można) obracać inteligentnie i odpowiedzialnie. Niech ważą chciwość i ryzyko od najmłodszych lat. Niech poznają znaczenie informacji i umiejętnego z niej korzystania. Niech się uczą z pożytkiem dla siebie, rodziny i - kto wie - kraju.
Tłumaczyłem jakiś czas temu młodej damie, czym zajmują się spółki zarządzające markami w branży odzieżowej. Moje wywody wywołały uśmiech politowania na twarzy. Ona to wszystko miała w małym paluszku. Trochę wcześniej rodzice założyli jej rachunek inwestycyjny i wyposażyli w drobną sumkę. Spisali pieniądze na straty, uznawszy, że edukacja musi kosztować. Założenie słuszne i gorąco przeze mnie zalecane. Inna sprawa, że w tym przypadku okazało się zupełnie niepotrzebne. Dziewczę poradziło sobie znakomicie i na rynku pierwotnym, i na wtórnym. Ale dla jej rodziców sukcesem było już, że podjęła wyzwanie i wiele się nauczyła. Zyski to bonus, na który nie powinniśmy liczyć, a przynajmniej nie od razu. Jeśli już - niech będą miłą niespodzianką.