- Wejście do strefy euro to nieodłączny element pozostawania członkiem europejskiej rodziny - powiedział Erkki Liikanen, gubernator Banku Finlandii w trakcie piątkowego seminarium "Finlandia i euro", zorganizowanego przez NBP.

Skandynawski kraj przyjął euro w 1999 r. Jednak wprowadzanie do obiegu wspólnej waluty nie było łatwym zadaniem. Fińska gospodarka znacząco różniła się od innych potencjalnych kandydatów. Dlatego pojawiało się wiele głosów krytycznych. - Dyskusja na temat szoku asymetrycznego (wynikającego z różnic między gospodarkami - red.) wzbudzała wiele emocji - podkreślał Erkki Liikanen. Fińskie firmy działały w wąskich branżach, takich jak produkcja papieru i celulozy, które do dziś są ważną gałęzią gospodarki. Z kolei rozwój sektora IT uzależniony był głównie od sukcesów Nokii. Ponadto jedynie około 30 proc. towarów było sprzedawanych do krajów, które miały tworzyć strefę euro. Te czynniki wzmacniały pozycję sceptyków co do wprowadzenia wspólnej waluty. Obawa przed szokiem nasilała się w kontekście kryzysu finansowego i ochłodzenia koniunktury we wczesnych latach 90.

- Jednak przyjęliśmy euro z nadzieją, że osiągniemy korzyści ze wspólnej polityki monetarnej - stwierdził Liikanen. Zdaniem szefa banku centralnego, stabilniejszy kurs waluty, mniejsze koszty jej wymiany, wzrost porównywalności cen w poszczególnych krajach i poprawa wizerunku i wiarygodności gospodarki to główne korzyści, jakie można osiągnąć, przyjmując euro.

Po wprowadzeniu wspólnej waluty fińskiemu rządowi udało się utrzymać ceny w ryzach. Obecnie inflacja notowana w Finlandii jest jedną z najniższych w Unii Europejskiej. A wzrost gospodarczy przewyższa średnią dla Eurolandu. Nie zmienia to faktu, że Finowie początkowo odczuli wzrost cen. - Jest to związane z tzw. percepcją inflacji, która zawsze była dwa razy większa niż rzeczywista. Niektóre towary, jak np. kawa, podrożały, co w odczuciu konsumentów wiązało się ze zwiększeniem inflacji w ogóle - wyjaśniał gubernator Banku Finlandii.

Erkki Liikanen zachęca inne unijne kraje do przyjęcia euro. Jego zdaniem, wspólna waluta wzmacnia stabilność gospodarki i zwiększa zaufanie konsumentów, zaś wypełnianie kryteriów z Maastricht powoduje, że polityka ekonomiczna kraju jest bardziej przewidywalna.