Reklama

Warszawski rynek najlepszy

Jeżeli przyjąć, że barometrem kondycji gospodarki jest giełda, to w Europie Środkowo-Wschodniej nie mamy sobie równych. Nasza waluta też trzyma się mocno, ale pod tym względem są od nas lepsi

Publikacja: 09.12.2006 08:15

Od początku roku Warszawski Indeks Giełdowy wzrósł o 44 proc. Źadna z giełd z krajów naszego kontynentu, które dwa i pół roku temu weszły do Unii, nie osiągnęła tak dobrego wyniku. Również bukareszteński BET i sofijski SOFIX - indeksy parkietów państw, które dołączą do Wspólnoty w styczniu - nie zdołały pobić wyniku WIG-u. Choć w tym roku najrozsądniej było umieścić kapitał na warszawskiej giełdzie, to właściwie podjęcie decyzji o wejściu na jakikolwiek dowolny środkowoeuropejski parkiet też nie było błędem - spośród dziesięciu państw naszego regionu tylko indeks ryskiej OMX jest na minusie.

Co kusi międzynarodowych

graczy?

Ekonomiści twierdzą, że dopóki Polska gospodarka rozwija się dynamicznie, niepokojące wydarzenia ze sceny politycznej schodzą na drugi plan. Ich zdaniem, im rynek jest bardziej rozwinięty, tym częściej wchodzą na niego zagraniczni inwestorzy, którzy windują kursy akcji notowanych na nim spółek.

Według danych organizacji zrzeszającej europejskie giełdy FESE, wartość polskich przedsiębiorstw notowanych na GPW przekracza 100 mld euro. Taki wynik zapewnia warszawskiemu parkietowi pierwsze miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej. Giełda w Pradze jest druga pod względem wielkości w regionie, ale jej kapitalizacja jest już ponadtrzykrotnie mniejsza od naszej. Indeks PX od początku roku wzrósł zaledwie o 8,2 proc. To wystarczyło, by w ostatnim tygodniu ustanowił historyczny rekord 1614 pkt. - Inwestorzy, podejmując decyzję o wejściu do danego kraju, zwracają uwagę na głębokość rynku - mówi "Parkietowi" Richard Segal, główny ekonomista z londyńskiego oddziału Argonaftis Capital Management. Nic dziwnego, że wybierają Warszawę.

Reklama
Reklama

W ślad za wielkością rynku przeważnie idzie płynność notowanych na danej giełdzie papierów. Na GPW miesięczne obroty wynoszą ok. 4 mld euro. Drugie miejsce pod tym względem w regionie zajmuje węgierski parkiet. Budapeszteński BUX wzrósł od początku roku o 12 proc. - również mniej niż WIG.

Korzystnie zarówno na kapitalizację warszawskiego rynku, jak i na jego płynność wpływają debiuty nowych spółek, których od początku roku było już 30. Emisje nowych akcji pozwalają giełdowym graczom zdywersyfikować portfel inwestycyjny. Poza tym jest niemal pewne, że każdy, kto zapisze się na akcje spółki, która planuje wejście na GPW, może liczyć na kilku-, a nawet kilkudziesięcioprocentowe zyski już w dniu debiutu firmy. Przedsiębiorstwa z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej rzadko szukają kapitału na lokalnych giełdach, przez co wiele platform obrotu w naszym regionie traci na atrakcyjności w oczach inwestorów.

Polityka niestraszna

Największe zamieszanie na scenach politycznych regionu mamy już, na szczęście, za sobą. Słowacki premier Robert Fico, który straszył przed wakacjami rynki finansowe podwyżkami podatków i zwiększaniem wydatków na cele socjalne, zrezygnował z populistycznych zapędów. Węgierski premier Ferenc Gyurcsany, którego kompromitujące wypowiedzi nagrane przed wiosennymi wyborami przeciekły we wrześniu do mediów i wywołały uliczne zamieszki, teraz cieszy się już sporo większym poparciem społecznym niż jego opozycyjny rywal - Viktor Orban.

W Czechach, gdzie lewica ma tyle samo miejsc w parlamencie co prawica, mamy od czerwcowych wyborów już trzeci rząd, którego ostateczny skład premier Mirek Topolanek przedstawi w połowie grudnia prezydentowi Vaclavowi Klausowi. Choć jest niemal pewne, że dojdzie do przyspieszonych wyborów, to na rynkach finansowych nie widać zaniepokojenia. Ekonomiści twierdzą, że ta możliwość została już dawno zdyskontowana. - Ważne jest, kto rządzi krajem, jednak na pierwszym planie zawsze są wyniki ekonomiczne - tłumaczy "Parkietowi" Elisabeth Gruie, ekonomista z BNP Paribas w Londynie.Gospodarki rosną

Zarobić na giełdowych wzrostach byłoby trudno, gdyby notowane spółki nie miały dobrych wyników finansowych. Te poprawiają się nie tylko w polskich przedsiębiorstwach, ale w większości firm naszego regionu i wpływają na rozwój środkowoeuropejskich gospodarek.

Reklama
Reklama

Polski PKB w III kwartale wzrósł o 5,8 proc. Nie jest to, niestety, najlepszy wynik w regionie, ale nie możemy narzekać - ostatnio taką dynamikę mieliśmy przed dwoma laty. Liderem Europy jest Łotwa, której gospodarka w okresie od czerwca do września rosła w tempie 11,8 proc. rocznie. Dobrze radzi sobie również Estonia, gdzie PKB w tym samym okresie podskoczył o 11,6 proc. To jedyne dwucyfrowe wzrosty na Starym Kontynencie.

W czołówce peletonu jest jeszcze Słowacja, której PKB podskoczył w III kwartale o 9,8 proc. Nasz drugi południowy sąsiad radzi sobie równie dobrze jak Polska, bo gospodarka Czech zwyżkowała w tym czasie o 5,8 proc. Przyczyny dynamicznego wzrostu produktu krajowego brutto w większości krajów regionu są te same - wyższy eksport, lepsza sytuacja na rynku pracy, co przekłada się na spore wydatki konsumentów, oraz rosnąca produkcja przemysłowa i większa wartość wytworzonych usług.

Silne waluty...

Wysokie kursy narodowych walut odzwierciedlają dobrą kondycję środkowoeuropejskich gospodarek. Euro w tym roku zyskało w stosunku do dolara aż 12,8 proc., ale to nie jest światowy rekord. Połowa z 10 walut, które umocniły się w stosunku do wspólnego pieniądza, jest środkiem płatniczym w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Najwięcej, bo 6,9 proc., zyskał od początku roku rumuński lej, słowacka korona z wynikiem 6,3 proc. była druga. Złotemu, który umocnił się o 0,9 proc., przypadło siódme miejsce.

Może po prostu rynki wschodzące na całym świecie mają dobrą passę? Nie do końca. Wprawdzie MSCI Emerging Markets Index wzrósł w tym roku już o 26,1 proc., co jest wynikiem lepszym o 13,2 pkt proc. od wskaźnika Dow Jones Industrial Average, który śledzi notowania 30 największych amerykańskich spółek (dynamika obu wskaźników podana jest w ujęciu dolarowym), ale waluty pozaeuropejskich rynków wschodzących w tym okresie taniały. Wystarczy powiedzieć, że wśród 10 walut, które od początku roku najbardziej straciły do euro, jest tylko jedna, którą emituje bank dojrzałej gospodarki - islandzka korona (korekta o 23,1 proc.). Pozostałe niechlubne miejsca należały wyłącznie do krajów nowych gospodarek, przy czym żadne z tych państw nie leży w naszej części świata. Z krajów rozwijających się, które od biedy można nazwać europejskimi, w zestawieniu znalazła się tylko Turcja, gdzie lira potaniała od początku roku w stosunku do euro o 19,8 proc.

... mimo deficytów

Reklama
Reklama

budżetowych

Czas wzrostu gospodarczego powinien być wykorzystany do zmniejszania długu publicznego, tymczasem rządy prawie wszystkich krajów naszego regionu wydają więcej pieniędzy, niż ściągają z podatków. Węgry będą miały w tym roku prawdopodobnie deficyt budżetowy w wysokości 10,1 proc. PKB - to niekwestionowany niechlubny rekord w Europie. Na tym tle Polska wypada dość dobrze, bo w tym roku deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 1,9 proc. produktu krajowego brutto. Od marca 2007 r. wchodzą jednak nowe regulacje unijne, zgodnie z którymi trzeba będzie uwzględniać w budżecie koszty reformy emerytalnej. Gdyby Polsce nie przyznano okresu przejściowego, już teraz dodawalibyśmy do deficytu 2 pkt proc., uzyskując wynik 3,9 proc. PKB.

Jedynym krajem naszego regionu, który ma nadwyżkę, jest Bułgaria (Estonia ma zbilansowany budżet). W tym roku wyniesie ona prawdopodobnie 3 proc. PKB. Zdaniem rządu, w przyszłym może spaść o 2,2 pkt proc. Może się jednak okazać, że te założenia są zbyt optymistyczne. - Przewidujemy, że wpływy do państwowej kasy będą w 2007 r. niższe o 8 proc. niż w bieżącym. Jeżeli okaże się, że będą aż o miliard lewów mniejsze niż obecnie, to budżet będzie zbilansowany, a nawet może wykazywać deficyt - stwierdził w środę wiceminisJeżeli zniesienie wszelkich barier handlowych w wymianie handlowej z Unią po akcesie kraju do Wspólnoty rzeczywiście zdestabilizuje bułgarski budżet, to w przyszłym roku wszystkie bez wyjątku państwa naszego regionu będą żyły na kredyt.

Euro (przeważnie) później

Dlaczego? Bo większość krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie spełni kryteriów z Maastricht tak szybko, jak pierwotnie zakładały. Węgry, które zmagają się z wysokim deficytem budżetowym, na rachunku obrotów bieżących przedstawiły Unii pod koniec ubiegłego tygodnia strategię wejścia do strefy euro. W dokumencie nie ma mowy o konkretnej dacie. - Naszym zdaniem, krajowi uda się przyjąć wspólną walutę dopiero w 2014 r. - mówi "Parkietowi" Kai Stukenbrock, frankfurcki analityk agencji ratingowej Standard&Poor`s. Zsigmond Jarai, prezes węgierskiego banku centralnego, uważa, że to "optymistyczny" scenariusz.

Reklama
Reklama

Czechy planowały wymianę banknotów w 2010 r. Ministerstwo finansów i bank centralny stwierdziły jednak, że to nierealny termin, bo inflacja, która teraz wynosi 1,5 proc., może przyspieszyć, a budżet nie jest zbilansowany. - W najgorszym wariancie w 2007 r. deficyt może osiągnąć nawet 5 proc. PKB - mówi "Parkietowi" David Navratil, ekonomista praskiego banku Ceska Sporitelna. Społeczeństwo jednak się tym nie przejmuje. 65 proc. Czechów uważa, że gospodarka nie ucierpi na przesunięciu terminu wejścia do strefy euro na 2012 lub nawet 2013 rok. 53 proc. obywateli najchętniej w ogóle nie rozstawałaby się z koroną.

Zdecydowanie przed szereg wysunęła się jedynie Słowenia, gdzie już w Nowy Rok szampana będzie można kupić, płacąc wspólną walutą. Decyzja Unii o przyjęciu kraju do strefy euro to zasługa zdrowej gospodarki państwa bałkańskiego, gdzie inflacja oscyluje w granicach 2,3 proc., a deficyt budżetowy nie przekracza 1 proc. PKB. - To pierwszy kraj w regionie, który należy zaliczyć do rozwiniętych - twierdzi Stukenbrock. Standad & Poor`s przyznaje Słowenii rating AA/stabilny/A-1 (pierwsze określenie to ocena długookresowa; stabilna perspektywa oznacza, że w okresie od 6 do 24 miesięcy raczej nie nastąpi zmiana ratingu; ostatnia liczba odpowiada za krótkookresową wiarygodność kredytową państwa). - Kraj ma naj-wyższe noty w Europie Środkowo-Wschodniej. Gorsze oceny ma nawet część krajów "starej" Unii, takich jak Grecja, Włochy czy Portugalia - dodaje analityk.

W strefie euro prawdopodobnie znajdzie się w 2009 r. Słowacja. Przed wakacjami, gdy wybory w tym kraju wygrał populistyczny Smer, ekonomiści obawiali się, że nasi południowi sąsiedzi, wzorem innych krajów regionu, odsuną termin przyjęcia wspólnej waluty. - Muszę być pewien, że nikt nie straci na zmianie pieniądza - mówił Fico. Teraz, gdy ustawa budżetowa na przyszły rok zakłada, że deficyt nie przekroczy 2,9 proc. PKB, większość analityków zgadza się, że 2009 r. to realna data. Premier zaś już zdążył się przekonać do wspólnego pieniądza i zapewnia, że "zrobi co w jego mocy, by wszystko poszło zgodnie z planem".

Polskę, która zastanawia się nad przeprowadzeniem referendum w sprawie euro w 2010 r., w wyścigu do strefy euro wyprzedzi Bułgaria, która, podobnie jak Słowacja, wyznaczyła sobie termin na 2009 r. Kraj ma na to spore szanse, bo budżet wykazuje nadwyżkę, jednak ceny rosną coraz szybciej. - Ze względu na zbyt wysoką inflację proces może się opóźnić, ale raczej nie więcej niż rok - mówi nam Remy Salters, analityk Standard & Poor`s.

Czy warto za wszelką cenę starać się wejść do strefy euro tak szybko, jak to tylko możliwe? Nie wszyscy są co do tego zgodni. - W Polsce ekonomiści naciskają rząd, by przyjął strategię akcesji do unii walutowej? - pyta nas zdziwiony Brian Pitman, wieloletni prezes Lloyds TSB Group. - Wielka Brytania ceni sobie możliwość samodzielnego kształtowania polityki pieniężnej. Wcale nie jestem pewien, czy Polska zyskałaby na wymianie pieniądza - dodaje.

Reklama
Reklama

- Przyjmijcie euro wtedy, kiedy będziecie na to gotowi i będzie to w pełni naturalny niewymuszony krok - mówi "Parkietowi" Angel Gurria, sekretarz generalny OECD. - Moim zdaniem, euro to nie jest palącą sprawą. Krajom Europy Środkowej przyda się na razie elastyczność, jaką daje własna waluta, choć za parę lat również Polska skorzysta na przyjęciu wspólnego pieniądza - wyjaśnia nam Daniel Salter, analityk ING.

W przyszłym roku światowa gospodarka nieco zwolni. Koniunktura pogorszy się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ w Europie Zachodniej wzrost gospodarczy wciąż będzie dynamiczny, to eksporterzy z państw naszego regionu znajdą nabywców na swoje towary.

Giełdy Europy Środkowo-Wschodniej powinny dalej iść w górę. - Akcje w regionie będą drożały, bo jest tu dużo ciekawych spółek o różnym profilu działalności. Rynek taki, jak rosyjski czy chilijski, gdzie dominują koncerny surowcowe, wciąż będzie atrakcyjny, ale już nie tak bardzo jak do tej pory - mówi "Parkietowi" Simon Goodfellow, kierownik działu analizującego sytuację na europejskich rynkach kapitałowych w ING.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama