Wiesz, dzieje się coś dziwnego. Późną jesienią głównym tematem politycznym był zwykle budżet, teraz trudno zauważyć, by ktoś się tym interesował - usłyszałem niedawno od znajomego dziennikarza spotkanego w Sejmie. Trudno z nim się nie zgodzić. Politycznym leitmotivem są a to "taśmy prawdy", a to "afery rozporkowe". O finansach niewiele. Może na tym polega normalność - nie dyskutuje się o pieniądzach. W dobrostanie, do którego zbliżamy się szybkimi krokami, one przecież są. I już. Nikt więc specjalnie nie przyglądał się zabiegom księgowym rządu. A było ich sporo.
Wpierw rząd podwyższył planowane dochody podatkowe. Potem na łapu-capu wpisano do budżetu fundusze europejskie. Szczytem księgowania okazało się jednak zapisanie 558 mln zł zarówno po stronie "ma", jak i "winien". Rząd założył mianowicie, że Agencja Rynku Rolnego spłaci dług wobec Skarbu Państwa. Wpływy z tego tytułu trafić mają - i tu uwaga - na dotację do w/w Agencji, by ta miała z czego pokryć spłatę. Niech biegli w temacie ocenią, czy wszystko jest OK.
Skoro nawet rząd pozwala sobie na tak wiele, warto zapytać, czy "swojego" nie dołożą też posłowie. Na tym odcinku panuje dotąd zaskakujący spokój. Samoobrona i Liga Polskich Rodzin wycofują najbardziej kosztowne poprawki (losy koalicji pokażą, na jak długo). Ba, nawet koncern Philip Morris "dobrodusznie" zgadza się wesprzeć izby celne. Rezygnuje z części rządowej pomocy finansowej przy budowie centrum finansowo-księgowego w Krakowie i przekazuje pieniądze na pokrycie kosztów niszczenia tytoniowej kontrabandy.
Mimo to trudno o konstatację, że jest wspaniale. W pracach nad budżetem posłowie prześcigają się w "regionalnych" pomysłach na inwestycje. Jak co roku popularne są drogi i obwodnice miast. Tegoroczny hit to lotniska (Kielce, Zielona Góra). Wszystko na bazie jednego scenariusza - zabrać komuś kilka milionów i utworzyć nową rezerwę celową o szumnym tytule. Nieważne, że na remont klasztoru w Supraślu są już pieniądze w dziale Ochrona zabytków. Nieważne, że modernizację drogi Radom-Przysucha rząd uwzględnił w swoich planach. Istotne, by powstał w budżecie nowy zapis, którym będzie się można pochwalić przed wyborcami. To ja załatwiłem tyle a tyle milionów na tę inwestycję - powie potem poseł. I nieważne, której partii - robią tak wszyscy. W efekcie co roku w budżecie zostają niewykorzystane miliardy rezerw. Księgowy zapis można bowiem wywalczyć, ale do tego trzeba jeszcze przygotować budowę. Tego zajęty parlamentarzysta nie zawsze dopilnuje.
Nie tak dawno jeden z posłów rządzącej partii zdziwił się, że kolejny raz rząd planuje ogromne nakłady (0,5 mld zł) na rozpoczętą w latach 70. budowę centrum klinicznego w Zabrzu. Nieważne, że nowy, bardziej oszczędny projekt byłby prostszy w realizacji. Poseł, o którym mowa, przypomniał sobie o szpitalu-widmie, kiedy przejeżdżał ulicami Zabrza. Ile może być podobnych przypadków rozrzutności, których nikt nie zauważył? Kto, jeśli nie parlament, ma monitorować poczynania władzy?