Amerykańskie stopy procentowe pozostały niezmienione na czwartym z kolei posiedzeniu Fedu. Główna stopa wynosi od czerwca 5,25 proc., po tym jak w ciągu dwóch lat wzrosła siedemnastokrotnie, za każdym razem po 0,25 punktu procentowego.
Inflacja kontra wzrost
Rynek czekał przede wszystkim na treść komunikatu. Miał dać odpowiedź, czy amerykańscy bankierzy centralni, na czele z prezesem Fed Benem Bernanke, wciąż przedkładają ryzyko wystąpienia wyższej inflacji nad ryzyko spowolnienia w gospodarce USA.
To się potwierdziło. - Część zagrożeń inflacyjnych wciąż istnieje - stwierdził Fed. Co to oznacza? Że amerykański bank centralny może wrócić do serii podwyżek oprocentowania, żeby zdławić inflację, zamiast zacząć je zmniejszać, czego życzyłyby sobie firmy i inwestorzy.
Za obniżkami stóp opowiada się spora grupa ekonomistów, wskazując na możliwość dość znacznego spowolnienia w amerykańskiej gospodarce. Alarmujące były zwłaszcza ostatnie dane o produkcie krajowym: wzrósł w III kwartale tylko o 2,2 proc., najmniej w tym roku. Fed wierzy jednak, że gorsza passa branży budowlanej i motoryzacyjnej nie przełoży się na dekoniunkturę w innych sektorach. - Choć ostatnie wskaźniki dają mieszane sygnały, w najbliższych kwartałach gospodarka prawdopodobnie będzie się rozwijać w umiarkowanym tempie - ogłosił Fed.