W przededniu szczytu kartelu OPEC w stolicy Nigerii Abudży ceny ropy naftowej nie zmieniły się wiele. Za baryłkę surowca płacono wczoraj w Londynie po 61,7 USD, o kilka centów więcej niż we wtorek. Przez ostatni tydzień notowania poszły w dół o około 1,5 USD.
Przedstawiciele 11 krajów członkowskich OPEC mają się zebrać dziś w Abudży, żeby przedyskutować konieczność dalszego ograniczania produkcji. W październiku kartel podjął decyzję o zmniejszeniu wydobycia o 1,2 mln baryłek celem zatrzymania spadku notowań ropy, który trwał w sierpniu i wrześniu. Z wyliczeń analityków wynika, że faktyczna produkcja zmniejszyła się jednak najwyżej o połowę. Niemniej kartel zrealizował zamierzenia, bo ceny ropy przestały pikować.
Czy teraz kraje OPEC znów przykręcą kurek z ropą? Taki był plan - kwoty produkcyjne miały zostać zmniejszone o 300 tys. baryłek. Ale przewodniczący OPEC Edmund Daukoru przyznał wczoraj, że decyzja może poczekać do następnego spotkania. Zasugerował, że należałoby jeszcze poobserwować, jak zachowuje się rynek. Ali al-Naimi, minister ds. ropy z Arabii Saudyjskiej, stwierdził, że do stabilizacji jeszcze sporo brakuje, ale nie wyjaśnił, czy będzie to oznaczało chęć dążenia do redukcji wydobycia. Na cięcia będzie natomiast naciskać przedstawiciel Algierii Szakib Chalil. Jak widać, droga do konsensusu może być dziś wyboista.
Na wczorajszy minimalny wzrost notowań ropy (do południa ceny spadały) wpłynął raport o stanie amerykańskich zapasów surowca. Spadły one w ubiegłym tygodniu o 4,3 mln, do 335,4 mln baryłek, ponad trzykrotnie bardziej od oczekiwań analityków.