Opublikowane właśnie dane o sprzedaży detalicznej w USA dają nadzieję, że gospodarka amerykańska odbiła się od dna, jeśli w ogóle określenie to jest adekwatne do nieznacznego osłabienia w ostatnich miesiącach. Roczny wzrost sprzedaży detalicznej wyniósł w listopadzie 5,6 proc. Mówiąc językiem analizy technicznej, na wykresie rocznych zmian sprzedaży jest szansa na powstanie podwójnego dna (z pierwszym minimum w lipcu i z drugim w październiku), czyli formacji zapowiadającej kontynuację zwyżki. Do jej pełnego ukształtowania potrzebny byłby wzrost sprzedaży w grudniu przynajmniej o 6,5 proc. w skali roku.
W każdym razie rynki otrzymały dzięki danym o sprzedaży sygnał, że gospodarka trzyma się mocno, mimo wciąż kiepskiej sytuacji na rynku nieruchomości. Jeśli porównać roczne zmiany sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w dłuższym okresie ze zmianami indeksu S&P 500, to okazuje się, że tempo zwyżki akcji w ostatnich miesiącach nie jest szczególnie zaskakujące. Roczna dynamika S&P 500 wynosi ok. 10 proc., nie odbiegając od poziomów, jakie notowano w ostatnich dwóch latach. Sytuacja jest nieporównywalna z początkiem 2004 r., gdy roczna dynamika przekraczała 35 proc. Z tej perspektywy zwyżka kursów akcji nie wydaje się oderwana od fundamentów, biorąc pod uwagę, że roczne tempo wzrostu sprzedaży detalicznej jest również na umiarkowanym poziomie. Co więcej, roczna dynamika produkcji jest nawet bliska maksimom. W październiku wzrost wyniósł 4,9 proc., a jeszcze we wrześniu produkcja wzrosła w najwyższym od lat tempie 5,9 proc. w skali roku.
Dane te tłumaczą w dużym stopniu, dlaczego rynek akcji nie przejmuje się zbytnio powtarzanymi wciąż obawami przed spowolnieniem gospodarczym. Wydaje się, że - zgodnie z regułą mówiącą o tym, że rynek dyskontuje przyszłość - koniunktura giełdowa może stanąć pod znakiem zapytania wówczas, gdy ekonomiści zaczną debatować na temat odbicia gospodarki.