Czy świetnie rozwijająca się gospodarka Szwajcarii jest kłodą u nóg polskich kredytobiorców? Niestety. Choć nikomu nie wypada życzyć źle, szczególnie na święta, to na pewno znalazłoby się spore grono Polaków, którzy woleliby, aby szwajcarskiej gospodarce nie powodziło się aż tak doskonale. Powód to 0oczywiście kredyty o wartości około 47 miliardów złotych wzięte przez Polaków we frankach. Bo gdy bank centralny Szwajcarii podwyższa stopy, by przyhamować inflację u siebie, wyższe odsetki od kredytów płacone są też nad Wisłą.

Z podwyżek bez wątpienia cieszy się polski nadzór bankowy, dla którego szwajcarskie dewizy stały się w tym roku wrogiem numer jeden. Obostrzenia w udzielaniu kredytów i zapowiedź wprowadzenia następnych już daje efekty. Polacy "nawracają się" na rodzimą walutę. Spory w tym udział doradców bankowych, którzy od kilku miesięcy mają za zadanie przekonywać do złotego aż do skutku. Ze statystyk wynika, że radzą sobie nieźle. Podwyżki stóp w Szwajcarii skutecznie im w tym pomagają. Tym bardziej że na marzec zapowiadana jest następna. I już chciałoby się powiedzieć, że frank zrobił swoje - niskim oprocentowaniem zachęcił do brania kredytów hipotecznych - i teraz może odejść. Oto zbliża się czas, aby po Bożemu zadłużać się w walucie, w której się zarabia. Wiele wskazuje jednak na to, że polski bank centralny wkrótce pójdzie w ślady Szwajcarów i dystans do króliczka znów wzrośnie.

Złoty nigdy jednak nie miał łatwo. Przed laty wymieniany na dolary pod kantorami, teraz jest spychany przez franki na rynku mieszkaniowym. A niedługo będzie musiał ustąpić miejsca euro.