Za wartą 14 mld dolarów transatlantycką fuzją opowiedziało się aż 98,2 proc. udziałowców Euronextu. - Razem uczyniliśmy ważny krok, ale celu wciąż jeszcze nie osiągnęliśmy - stwierdził Jan-Michiel Hessels, szef rady nadzorczej Euronextu. Giełdowy sojusz, który skupia rynki w Paryżu, Amsterdamie, Brukseli i Lizbonie, do połączenia z nowojorską giełdą NYSE Group wciąż potrzebuje jeszcze zgody regulatorów rynku kapitałowego. Na razie dostał zgodę warunkową, bo władze regulacyjne we Francji, Holandii, Belgii i Portugalii chcą m.in. twardych gwarancji, że notowanych na giełdach Euronextu na pewno nie obejmą rygorystyczne przepisy amerykańskie.
Do fuzji potrzebna jest też ponadto zgoda udziałowców NYSE Group. Mają głosować dziś w Nowym Jorku.
Drzwi otwarte dla Mediolanu
Giełdy na całym świecie się łączą, żeby mieć większe możliwości rozwoju i żeby zmniejszyć koszty. W przypadku Euronextu i NYSE Group większe przychody i oszczędności mają dać w sumie 375 mln dolarów rocznie, głównie dzięki integracji systemów informatycznych. Dyrektor generalny Euronextu Jean-Francois Theodore ocenił te założenia jako konserwatywne. Liczy, że okażą się zdecydowanie większe.
Szef Euronextu przypomniał ponadto, że wciąż otwarte są drzwi dla Borsa Italiana, włoskiej giełdy, która też może uczestniczyć w europejsko-amerykańskiej konsolidacji. Borsa Italiana prowadziła w tym roku rozmowy z Euronextem, ale później zwróciła się w stronę niemieckiej Deutsche Boerse.