Od wejścia Polski do Unii Europejskiej ceny mieszkań znacznie wzrosły. Spodziewano się tego, jednak zaskoczeniem jest dynamika w samym tylko 2006 roku. Tak gwałtownej zwyżki cen - szczególnie od kwietnia do czerwca i w ostatnich miesiącach roku, nie przewidział nikt.
Specjaliści mówią, że złożyło się na to wiele czynników, przede wszystkim szeroka i bogata oferta kredytów bankowych. Praktycznie każda rodzina, która nie ma dużych obciążeń finansowych, z zarobkami uchodzącymi za przeciętne, może zaciągnąć kredyt na kupno mieszkania. Radosław Cichy z Money Expert uważa, że banki wykorzystały sytuację i run klientów po kredyty we frankach szwajcarskich. Zamiast zdementować napływające zewsząd informacje o "groźbie wycofania kredytów w CHF", banki rozpoczęły kampanie reklamowe w stylu: "spieszmy się, bo potem będzie za późno". Efekt był piorunujący. Przez ostatni kwartał liczby składanych wniosków kredytowych w bankach biły wszelkie rekordy. Czas ich realizacji niekiedy wydłużał się do granic absurdu, sięgając 5 do 7 tygodni.
Wielu analityków twierdzi, że wzrost cen mieszkań jest nieunikniony i będzie nieustannie postępował (o cenach mieszkań nowych i używanych piszemy na stronach .10-.13). Osobiście zgadzam się z poglądami, że ceny mieszkań, zwłaszcza używanych, dochodzą do pewnych granic, których już nie przekroczą. Powód? Kredyty hipoteczne, które wywołały boom na rynku nieruchomości. Nawet stosunkowo wysokie dochody w pewnym momencie nie pozwolą na wysoki kredyt. Najpierw muszą wzrosnąć nasze płace, które - owszem - rosną, ale nie tak szybko, jak ceny nieruchomości. Szkoda.
Tomasz Chojnowski "parkiet"