Reklama

Dobra koniunktura kieruje uwagę banków ku firmom

W ostatnich kilku latach banki bardzo niechętnie podchodziły do udzielania kredytów firmom. Teraz to się jednak zmienia. Zdaniem specjalistów, w najbliższych latach banki będą gotowe pożyczyć przedsiębiorstwom wiele miliardów złotych. Wszystko za sprawą innego podejścia firm do ryzyka, dobrej koniunktury, a przede wszystkim dzięki Unii Europejskiej

Publikacja: 21.12.2006 07:49

Przez kilka ostatnich lat motorem napędowym rozwoju sektora bankowego był rynek detaliczny. I to nie ten tradycyjny - związany z codzienną obsługą bankową statystycznego Kowalskiego, ale kredyty. Najpierw kredyty ratalne, które okazały się najbardziej odporne na pogorszenie sytuacji w gospodarce i kondycji finansowej konsumentów na początku obecnej dekady. Potem do ratalnych doszły pożyczki gotówkowe, karty kredytowe, a przede wszystkim kredyty mieszkaniowe. Bankowcy liczą na to, że w przyszłości (zarówno tej bliższej, jak i dalszej) będzie się rozwijał nie tylko detal, ale także obsługa przedsiębiorstw. Zdaniem części specjalistów, jest to o tyle prawdopodobne, że bankowcy mogą przy obsłudze firm pójść przetartą już drogą, znaną z działalności detalicznej.

Zmiana podejścia

Według Zbigniewa Bakoty z Ernst&Young, wystarczy, jeśli banki zastosują rozwiązania znane z kredytowania osób fizycznych, i czeka nas kolosalny wzrost wartości kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dotychczas banki niechętnie kredytowały firmy, które funkcjonowały krócej niż dwa lata (nic dziwnego, w tym czasie duża część powstających firm upada, jeśli zdołają "przeżyć" dwa lata, można się spodziewać, że będą w stanie funkcjonować jeszcze przez dłuższy czas). Poza tym najczęściej udzielane kredyty obrotowe miały postać linii kredytowych, które trzeba było spłacać (albo starać się o odnowienie) po np. 12 miesiącach. Kolejna niewygoda: limity były zwykle niewielkie, np. rzędu miesięcznych przychodów.

Teraz podejście zaczyna się zmieniać. Coraz częściej banki zgadzają się na pożyczanie pieniędzy przedsiębiorstwom, które istnieją np. tylko przez rok (żeby ograniczyć ryzyko, bankowcy żądają zabezpieczenia w postaci nieruchomości). Zdaniem Zbigniewa Bakoty, naprawdę istotną zmianą będzie zastępowanie linii kredytowych kredytami o dłuższym okresie spłaty (tak właśnie było na rynku detalicznym - bardzo popularne linie debetowe w rachunku są teraz zastępowane np. kartami kredytowymi). To pozwoli na wyraźne zwiększenie limitu zadłużenia przypadającego na statystycznego klienta z małej i średniej firmy.

Efekt? Ernst&Young przewiduje, że już w tym roku zadłużenie najmniejszych firm (chodzi o stosujące uproszczoną księgowość, a więc takie, których roczne obroty nie przekraczają 3,2 mln zł) będzie o połowę wyższe niż w grudniu ub.r. Specjaliści tej firmy przewidują, że wartość kredytów dla tej grupy klientów banków wzrośnie w tym roku z 10 do 15 mld zł. A za 4-5 lat należności banków od najmniejszych firm osiągną poziom 30 mld zł. Nieco wolniej będzie się zwiększało zadłużenie w bankach większych firm - o rocznych obrotach nieprzekraczających 10 mln zł. Teraz wynosi ono około 30 mld zł i w perspektywie pięciu lat zbliży się do 50 mld zł. Dla przypomnienia - w tej chwili zadłużenie podmiotów gospodarczych w krajowych bankach wynosi 160 mld zł.

Reklama
Reklama

Inwestycje i Unia

Zmiany w nastawieniu banków do firm powoli już następują. Analitycy i bankowcy wskazują też czynniki makroekonomiczne, które powinny sprzyjać zwiększaniu się popytu na kredyty bankowe. Chodzi przede wszystkim o inwestycje. W II kwartale 2006 r. wartość nakładów na środki trwałe była realnie o ponad 14 proc. większa niż rok wcześniej. W III kwartale dynamika jeszcze przyspieszyła - do niemal 20 proc. Danych za IV kwartał jeszcze nie ma, ale wzrost inwestycji też będzie wysoki.

Wydatki na nowe budynki czy linie technologiczne są w dużej części finansowane ze środków własnych firm (przedsiębiorstwa mają na rachunkach bankowych zdeponowane grubo ponad 100 mld zł). Ale nie w całości. Przedstawiciele sektora bankowego - zapewne zupełnie słusznie - spodziewają się więc, że rosnące inwestycje prędzej czy później będą musiały skutkować wzrostem zapytań o możliwość wzięcia kredytu. Możliwe, że mamy z tym do czynienia już w tej chwili. Od kilku miesięcy wartość kredytów zaciąganych przez przedsiębiorstwa systematycznie rośnie, a roczna dynamika pierwszy raz od kilku dobrych Inwestycje powinny mieć znaczenie w dłuższym terminie. W krótszym w grę mogą wchodzić zupełnie inne czynniki. Na przykład - zapasy. Jak podkreślają specjaliści z BGŹ, z różnych badań wynika, że poziom zapasów w firmach jest teraz bardzo niski. Sama chęć ich odbudowania również może skłaniać przedsiębiorców do zwiększania zadłużenia w bankach.

Najważniejszym czynnikiem, który powinien wpływać na zacieśnianie kontaktów przedsiębiorców z bankami, jest jednak Unia Europejska. Dzięki niej banki mają szansę na to, by w najbliższych kilku latach udzielać wiele miliardów złotych rocznie kredytów oraz poręczeń i gwarancji. W latach 2007-2013 UE chce bowiem wpompować do Polski 67 miliardów euro. Pieniądze trafią oczywiście do przedsiębiorstw. Ale firma ubiegająca się o unijne dotacje musi wyłożyć część pieniędzy z własnej kieszeni.

Gdyby oprzeć się na dotychczasowych doświadczeniach (z sektorowego programu operacyjnego "Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw"), można szacować, że dofinansowanie ze strony UE stanowiłoby około połowy wartości wspieranych projektów. Na drugą połowę złożyliby się po równo beneficjenci pomocy i banki. Faktyczne proporcje mogą być nieco inne, bo w tzw. nowej perspektywie finansowej beneficjenci mają większe możliwości zaliczkowych wypłat, co może zmniejszać zapotrzebowanie na zewnętrzne finansowanie. Z drugiej strony - skala projektów będzie dużo większa niż dotąd, a to sprawi, że trudniej będzie np. o sfinansowanie "wkładu własnego" z własnych środków. W konsekwencji między 2007 a 2013 rokiem banki mogłyby liczyć na popyt na kredyty i gwarancje związane z "unijnymi" projektami na kwotę ponad 30 mld euro, czyli około 120 mld zł. Rocznie udzielano by kredytów na 20 mld zł.

Kredyty to nie wszystko

Reklama
Reklama

Bankowcy mówią jednak, że na kredytach udzielanych podmiotom ubiegającym się o dotacje nie da się dużo zarobić. Dlaczego? Konkurencja na rynku powoduje, że marża jest bardzo niska. Przedstawiciele banków podkreślają też, że nadal nie wiadomo dokładnie, jaka część środków unijnych trafi do przedsiębiorców, a jaka np. do samorządów. Nikt nie może jednak zaprzeczyć, że chodzi o ogromne kwoty. Poza tym kredyty na "udział własny" firmy starającej się o unijne dofinansowanie to nie wszystko. W grę może wchodzić jeszcze finansowanie wykonawcy lub podwykonawców (robót budowlanych, usług, itp.) wybranych przez inwestorów bezpośrednio korzystających z dotacji unijnych, którzy poszukują pieniędzy na realizację zleconych im zadań lub produktów ułatwiających wykonanie kontraktu. Banki mogą udzielać gwarancji przetargowych i gwarancji dobrego wykonania kontraktu. Możliwe jest też skorzystanie z usług banku w organizacji emisji papierów dłużnych albo w organizowaniu udziału w grupach przedsiębiorstw i konsorcjach. Jak mówi jeden z naszych rozmówców, "banki w ten sposób generują dodatkowe źródła przychodów".

Na tym jednak nie koniec. - Korzyści dla banków wynikające ze współpracy z firmami w ramach projektów unijnych nie kończą się na "standardowym" pobraniu prowizji od udzielonego kredytu, promesy lub gwarancji. Rola doradcza, jaką spełniamy wobec naszych klientów, pozwala nam na zacieśnianie relacji z firmami, które często decydują się korzystać z naszej oferty także przy innych okazjach biznesowych, niekoniecznie związanych ze środkami UE - twierdzi Jarosław Fordoński, wicedyrektor Departamentu Bankowości Dużych Przedsiębiorstw BRE Banku, kierujący tam wydziałem ds. UE.

- Za doradztwo przy projektach unijnych banki oczywiście nie pobierają żadnych opłat, ale jest to doskonały sposób zarówno zacieśniania relacji z dotychczasowym klientem, jak i na pozyskanie nowych. Renoma banku, który skutecznie pomaga w pozyskaniu unijnego dofinansowania, przekłada się na zdobywanie kolejnych klientów - ocenia Marek Wasilewski, dyrektor Departamentu Rozwoju i Sprzedaży Produktów dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Raiffeisen Bank Polska.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama