Przez kilka ostatnich lat motorem napędowym rozwoju sektora bankowego był rynek detaliczny. I to nie ten tradycyjny - związany z codzienną obsługą bankową statystycznego Kowalskiego, ale kredyty. Najpierw kredyty ratalne, które okazały się najbardziej odporne na pogorszenie sytuacji w gospodarce i kondycji finansowej konsumentów na początku obecnej dekady. Potem do ratalnych doszły pożyczki gotówkowe, karty kredytowe, a przede wszystkim kredyty mieszkaniowe. Bankowcy liczą na to, że w przyszłości (zarówno tej bliższej, jak i dalszej) będzie się rozwijał nie tylko detal, ale także obsługa przedsiębiorstw. Zdaniem części specjalistów, jest to o tyle prawdopodobne, że bankowcy mogą przy obsłudze firm pójść przetartą już drogą, znaną z działalności detalicznej.
Zmiana podejścia
Według Zbigniewa Bakoty z Ernst&Young, wystarczy, jeśli banki zastosują rozwiązania znane z kredytowania osób fizycznych, i czeka nas kolosalny wzrost wartości kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dotychczas banki niechętnie kredytowały firmy, które funkcjonowały krócej niż dwa lata (nic dziwnego, w tym czasie duża część powstających firm upada, jeśli zdołają "przeżyć" dwa lata, można się spodziewać, że będą w stanie funkcjonować jeszcze przez dłuższy czas). Poza tym najczęściej udzielane kredyty obrotowe miały postać linii kredytowych, które trzeba było spłacać (albo starać się o odnowienie) po np. 12 miesiącach. Kolejna niewygoda: limity były zwykle niewielkie, np. rzędu miesięcznych przychodów.
Teraz podejście zaczyna się zmieniać. Coraz częściej banki zgadzają się na pożyczanie pieniędzy przedsiębiorstwom, które istnieją np. tylko przez rok (żeby ograniczyć ryzyko, bankowcy żądają zabezpieczenia w postaci nieruchomości). Zdaniem Zbigniewa Bakoty, naprawdę istotną zmianą będzie zastępowanie linii kredytowych kredytami o dłuższym okresie spłaty (tak właśnie było na rynku detalicznym - bardzo popularne linie debetowe w rachunku są teraz zastępowane np. kartami kredytowymi). To pozwoli na wyraźne zwiększenie limitu zadłużenia przypadającego na statystycznego klienta z małej i średniej firmy.
Efekt? Ernst&Young przewiduje, że już w tym roku zadłużenie najmniejszych firm (chodzi o stosujące uproszczoną księgowość, a więc takie, których roczne obroty nie przekraczają 3,2 mln zł) będzie o połowę wyższe niż w grudniu ub.r. Specjaliści tej firmy przewidują, że wartość kredytów dla tej grupy klientów banków wzrośnie w tym roku z 10 do 15 mld zł. A za 4-5 lat należności banków od najmniejszych firm osiągną poziom 30 mld zł. Nieco wolniej będzie się zwiększało zadłużenie w bankach większych firm - o rocznych obrotach nieprzekraczających 10 mln zł. Teraz wynosi ono około 30 mld zł i w perspektywie pięciu lat zbliży się do 50 mld zł. Dla przypomnienia - w tej chwili zadłużenie podmiotów gospodarczych w krajowych bankach wynosi 160 mld zł.