Waluta Tajlandii od ogłoszonej w poniedziałek a wprowadzonej we wtorek kontroli przepływu kapitału straciła już 4 procent.
Wczoraj spadek kursu bahta do dolara wyniósł 1,6 proc. Była to największa deprecjacja od 3 lat. 14 października 2003 r. notowania tajlandzkiej waluty obniżyły się o 2,3 proc.
Ostatnie spadki oznaczają, że tegoroczny wzrost kursu zmalał do 12 proc. To powinno usatysfakcjonować eksporterów, których naciskom uległ bank centralny, wprowadzając restrykcje ograniczające swobodę zagranicznym inwestorom.
Od wtorku mogą w Tajlandii bez przeszkód dysponować tylko 70 proc. ulokowanych tam pieniędzy, a pozostała część pozostaje na kontach bankowych w postaci nieoprocentowanej rezerwy. Całą przetransferowaną do Tajlandii kwotę mogą wycofać dopiero po upływie roku, a jeśli zdecydują się uczynić to wcześniej, wówczas zapłacą karę w wysokości jednej trzeciej 30-proc. rezerwy.
Początkowo mechanizm ten miał dotyczyć także giełdy papierów wartościowych, ale ministerstwo finansów dokonało wolty już po pierwszym "krwawym? dniu, kiedy indeks SET stracił 15 proc., a z rynku wyparowały 23 miliardy dolarów. Bardzo źle wpłynęło to na nastroje na innych giełdach z tzw. rynków wschodzących. Na przykład w Warszawie indeksy straciły prawie 4 proc.