Praska policja kryminalna prowadzi postępowanie w sprawie podejrzenia popełnienia czynu karalnego, związanego z programem opcyjnym obowiązującym w koncernie energetycznym CEZ - poinformowała w mijającym tygodniu czeska agencja prasowa CTK. Nie można wykluczyć, że w sprawę zamieszani są m.in. członkowie rady nadzorczej czeskiej spółki, której akcje notowane są na giełdach w Pradze i w Warszawie.
Na czym polegać miałoby to przestępstwo, nie wiadomo. - Mogę tylko potwierdzić, że zajmujemy się tą sprawą, ale na razie nie zdradzamy żadnych szczegółów - powiedziała Iva Knolova, rzeczniczka praskiej policji. - Jesteśmy na etapie sprawdzania dowodów.
Program opcyjny w CEZ pozwala dziesięciu najważniejszym menedżerom kupować akcje koncernu po cenie, jaka obowiązywała zanim znaleźli się w zarządzie. Potem mogą je swobodnie upłynniać na giełdzie. Najwięcej opcji - aż 750 tys. - należy się prezesowi Martinowi Romanowi. Akcje, których rynkowa cena to dziś prawie 950 koron, może on kupować po... 139 koron za sztukę.
Choć przedstawiciele CEZ uważają, że to klasyczny program motywacyjny dla wyższej kadry zarządzającej, mechanizm jest w Czechach dość powszechnie krytykowany, szczególnie wobec kolosalnych rozbieżności między historycznymi i aktualnymi cenami walorów CEZ. Właśnie na fali tej krytyki WZA spółki wykluczyło z programu członków rady nadzorczej i wprowadziło pewne ograniczenia dla menedżerów na przyszłość (zarobek na kupowanych w ten sposób papierach nie może być większy niż cena ich zakupu).
Policja nie pierwszy raz interesuje się programem opcyjnym w CEZ. W kwietniu 2005 r. zarzuciła Alanowi Svobodzie, jednemu z członków zarządu koncernu, że niezgodnie z prawem wykorzystał informacje poufne o firmie, dzięki czemu zarobił na handlu akcjami 1,6 mln koron (ponad 220 tys. zł).