Brak zgody Gruzji na zaproponowaną cenę gazu ziemnego na nadchodzący rok to, zdaniem Gazpromu, jednocześnie odmowa importu rosyjskiego surowca. Gazowy monopolista zamierza podwyższyć cenę paliwa sprzedawanego do kaukaskiej republiki do 235 dolarów za 1000 m sześc. surowca.
Obecnie Gruzini płacą Gazpromowi po 110 dolarów za 1000 m sześc. gazu. Rosja jest największym eksporterem paliwa do Gruzji. Jednak wkrótce może się to zmienić. - Gruzja nie zgadza się na warunki, jakie dyktuje Gazprom - stwierdził Giorgij Aweladze, minister gospodarki w tym kraju.
Stojąc przed widmem gigantycznej podwyżki Tbilisi szuka alternatywnych kierunków importu paliwa. W sprawie zwiększenia dostaw gazu Gruzini rozmawiają z Azerbejdżanem, Iranem oraz Turcją. Prezydent Michaił Saakaszwili twierdzi, że Gazprom próbuje zerwać negocjacje Tbilisi z paliwowymi koncernami z innych krajów.
Zapowiedź podwyżek to, zdaniem specjalistów, odpowiedź Kremla na wydalenie z Gruzji na początku października czterech rosyjskich oficerów pod zarzutem szpiegostwa. Po tym wydarzeniu stosunki na linii Tbilisi-Moskwa, które nie należały do przyjaznych, uległy wyraźnemu zaostrzeniu. Kreml zamknął granicę z Gruzją oraz zablokował możliwość przekazów pieniężnych między oboma krajami.
Strona rosyjska odrzuca zarzuty dotyczące politycznego podłoża gazowych podwyżek. Przedstawiciele koncernu uważają, że wyższe ceny paliwa to efekt stopniowego przechodzenia na rynkowe standardy.