Do końca roku pozostały jedynie trzy sesje. Wydawać by się mogło, że wystarczająco mało, by udało się utrzymać ceny nad wsparciem. W trakcie notowań na wykresach doszło do pewnej różnicy między wykresem cen kontraktów a wykresem indeksu WIG20. W pierwszym wypadku strefa wsparcia w postaci dwóch linii: jednej opartej o dołek z 13 grudnia br. oraz drugiej opartej o szczyt z maja br., nie została pokonana. Cena przebywała powyżej dolnego ograniczenia tejże strefy. Co innego widać było, gdy spojrzało się na wykres indeksu. Tu już analogiczne poziomy były przynajmniej naruszone.
Inwestujący na rynku terminowym mogli odczuwać pewien dyskomfort. Co jest ważniejsze? Sytuacja na wykresie kontraktów czy wykresie indeksu? Wiele wskazuje na to, że należałoby się kierować tym, co sygnalizuje indeks. W końcu to WIG20 jest instrumentem bazowym, a ceny kontraktów są pewną wartością wtórną wobec niego. Czy to pies macha ogonem, czy ogon psem? Dodajmy do tego świadomość, że wykres kontraktów jest w tej chwili nieco mniej wiarygodny ze względu na lukę, jaka się pojawiła przy wymianie serii. Inna sprawa, że wspomniana strefa wsparcia została na indeksie pokonana w ślamazarnym tempie, nie było widać jakiejś poważniejszej wyprzedaży. Nikt się tym wydarzeniem nie przejął. Do czasu.
Końcówka piątkowej sesji zmieniła tę sytuację. Dłuższy okres wahania zakończył się podążeniem wykresu kontraktów za wykresem indeksu. Także i na rynku terminowym doszło do zejścia poniżej wsparcia. Ruch był tym bardziej godny uwagi, że dość gwałtowny. Problemem pozostaje obrót. Ten zdecydowanie nie potwierdza przełamania kluczowego wsparcia. LOP szybko spadała, co należało uznać za racjonalne. Sygnalizowałem już, że skuteczne przełamanie poziomu wsparcia można uznać za wstępny sygnał słabości, który może być podstawą do rewizji zasadności utrzymywania długich pozycji. W takim razie wyjście z nich w tej sytuacji wydaje się rozsądne.
Na krótkie pozycje przyjdzie jeszcze czas. Nie można bowiem zapomnieć, że do tej pory na rynku mieliśmy wzrost. Stąd też istnieją jeszcze obawy (choćby przez ten niewielki obrót), że rynek będzie próbował powrócić nad poziom wsparcia. Pozostaje więc oczekiwać bądź na potwierdzenie tego wstępnego sygnału słabości, bądź silnej riposty ze strony popytu, co skłoniłoby do powrotu na długą stronę rynku.