Tuż przed świętami ukraińskie służby weterynaryjne zgodziły się, żeby jeden z polskich zakładów mięsnych eksportował na Ukrainę. Wciąż nie wiadomo jednak, która firma dostała pozwolenie. Nieoficjalnie mówi się, że chodzi o Ubojnię Drobiu Piórkowscy.

- Nie dostaliśmy żadnej oficjalnej zgody - mówi Jerzy Piórkowski, właściciel zakładu zlokalizowanego w województwie łódzkim. Nie kryje zaskoczenia. O pozwolenie ubiegało się przecież wiele firm z całej Polski. Jego przedsiębiorstwo już wcześniej sprzedawało na rynek ukraiński. Poprzez firmy pośredniczące trafiało tam 5-7 proc. produkcji zakładu, którą szacuje się na 100-150 ton dziennie (140 mln zł obrotu rocznie). Ile firma mogłaby sprzedawać teraz? - Za wcześnie na szacunki - ucina J. Piórkowski.

O pozwolenie na eksport na Ukrainę ubiegali się najwięksi polscy producenci mięsa, m.in. Animex i Duda. Na razie bezskutecznie. Druga z firm rozwija więc własną produkcję na Wschodzie. Inwestuje w fermy, planuje też kupno dużego producenta mięsa czerwonego. - Dlatego obowiązujące wciąż embargo ma dla nas małe znaczenie - mówi Roman Miler, wiceprezes Dudy.