Mijający rok był kolejnym rokiem hossy na giełdzie warszawskiej. Choćby z tego powodu ryzyko korekty spadkowej znacznie się zwiększyło. Wyceny spółek o największej kapitalizacji, zwłaszcza banków, są już dość wyśrubowane. Mimo to sądzę, że nadchodzące 12 miesięcy powinno być udane dla posiadaczy akcji. Po pierwsze dlatego, że będzie to rok przedwyborczy w USA, który w okresie od 1970 r. do 2005 r. przynosił zwyżkę indeksu ogólnoświatowego średnio o 19,3 proc. Po drugie, charakter nastrojów amerykańskich przedsiębiorców wskazuje na to, że prawdopodobieństwo złagodzenia polityki przez Fed jest znaczące.
Bazując na danych z ostatnich 36 lat można zauważyć, że jeśli w danym roku poziom wskaźnika ISM kształtował się na poziomie niższym od 52 pkt, a dodatkowo wartość tego wskaźnika spadła w stosunku do roku poprzedniego, to w roku następnym indeks S&P 500 zyskiwał na wartości aż 15,4 proc. Wspominam o tym dlatego, że z taką właśnie sytuacją (ISM poniżej 52 pkt w grudniu 2006 r. oraz jego spadek wobec grudnia 2005 r.) będziemy mieli prawdopodobnie do czynienia. Stosunkowo słaby poziom nastrojów zgodnie z zasadą ,,kupuj pesymizm, sprzedawaj optymizm" powinien być zapowiedzią dobrego roku na Wall Street w 2007 r. Korzystnej koniunkturze na giełdach światowych powinno służyć także umocnienia dolara. Zwycięstwo demokratów w wyborach do obu izb Kongresu, opowiadających się z reguły, jak uczy doświadczenie, za bardziej restrykcyjną polityką budżetową, może poprawić pozycję amerykańskiej
waluty. Wprawdzie nie znamy jeszcze kandydata na nowego prezesa NBP, ale wydaje się, że będzie to osoba skłonna opowiadać się raczej za kontynuacją dotychczasowej łagodnej polityki naszego banku centralnego. Z tego m.in. powodu można założyć, że perspektywy wzrostu gospodarczego w Polsce traktować można jako obiecujące. Warto przy okazji zauważyć, że w pierwszym miesiącu roku mamy do czynienia z tak zwanym efektem małych spółek, polegającym na tym, że indeks WIRR zachowuje się lepiej od indeksu WIG20. Wzrost zainteresowania akcjami ,,maluchów" w ostatnich dniach sugeruje, że
z tego typu efektem możemy
mieć do czynienia także i w styczniu 2007 r.