Pełniący obowiązki prezesa PKO BP Sławomir Skrzypek, jak podała nieoficjalnie telewizja TVN24, jest prezydenckim kandydatem na prezesa NBP. Tym samym nie zamierza zgłosić swojej kandydatury w rozpoczętym właśnie konkursie na szefa tego największego krajowego banku.
Jedynym kandydatem, który oficjalnie zgłosił zamiar wystartowania w konkursie na prezesa banku, pozostaje były premier Kazimierz Marcinkiewicz, który od dwóch dni pracuje już w PKO BP jako doradca.
Według informacji krążących wśród bankowców, żadna ze znanych osób z tej branży nie pali się do objęcia schedy po Andrzeju Podsiadle, który z końcem września ub.r., po czterech latach prezesury, pożegnał się z fotelem szefa PKO BP. Główny powód nikłego zainteresowania tak prestiżowym - wydawałoby się - stanowiskiem, jak prezes największego rodzimego banku, to ograniczenia płacowe wynikające z ustawy kominowej oraz upolitycznienie kadr: aż sześciu z siedmiu członków rady nadzorczej pochodzi z nominacji Skarbu Państwa, a wśród doradców oprócz byłego premiera pojawiła się ostatnio w PKO BP także córka ministra koordynatora służb specjalnych Zbigniewa Wassermanna.
Przypomnijmy, że zgodnie z opublikowanym w tym tygodniu ogłoszeniem rady PKO BP o konkursie, zgłoszenia kandydatur na prezesa przyjmowane będą do 16 stycznia, a nazwisko nowego szefa powinno być znane do końca miesiąca.
W tej chwili zarząd PKO BP składa się z pięciu osób. Wkrótce może być ich jeszcze mniej. - Wiadomo mi, że za chwilę odchodzi wiceprezes, który zajmuje się pionem detalicznym - powiedział we wczorajszym wywiadzie dla Radia PiN Jerzy Osiatyński, członek rady nadzorczej największego polskiego banku (jako jedyny nie zasiada w niej z rekomendacji resortu skarbu).