Produkcja ropy naftowej w Rosji wzrosła w zeszłym roku tylko o 2,2 procent. To najmniejsza dynamika od siedmiu lat. Zdaniem analityków, firmy boją się inwestować we wzrost mocy wydobywczych, nie mając pewności, że ich działania spotkają się z aprobatą Kremla.
Ogółem w Rosji, która jest drugim co do wielkości producentem ropy na świecie, wydobyto w zeszłym roku 480,5 mln ton surowca, czyli 9,6 mln baryłek na dobę. Rok wcześniej było to 470,2 mln ton - wynika z danych Ministerstwa ds. Energetyki i Przemysłu. Z tego 221,7 mln ton ropy trafiło w zeszłym roku na eksport poza obszar Wspólnoty Niepodległych Państw (b. kraje ZSRR poza trzema republikami bałtyckimi). Oznacza to wzrost o 1,7 proc., jeszcze mniejszy od dynamiki produkcji.
- Władze zbyt mocno zajęły się tworzeniem narodowych championów w sektorze energetycznym i roztaczaniem bezpośredniej kontroli - uzasadnia słabe wyniki Chris Weafer z moskiewskiego Alfa Banku. - Spółki są bardzo niechętne, żeby podejmować się dużych projektów wydobywczych, dopóki nie wiedzą, na co nastawiają się firmy państwowe - dodaje Weafer.
Największą ofiarą zacieśniania państwowej kontroli nad sektorem energetycznym jest koncern naftowy Jukos, niegdyś największy rosyjski producent ropy, który obecnie jest w stanie upadłości. Ostatnio presji poddał się też brytyjsko-holenderski gigant Royal Dutch/Shell, który, chcąc uniknąć bardzo surowych kar za zniszczenie środowiska, zgodził się dopuścić do dużego projektu Sachalin-2 kontrolowany przez władze Gazprom.
Obecnie dwie firmy państwowe - Rosnieft oraz Gazprom Nieft, naftowa spółka Gazpromu - odpowiadają już za ponad jedną czwartą wydobycia ropy w Rosji. Akurat te spółki produkują z roku na rok coraz więcej. Rosnieft liczy, że w 2007 roku dostarczy nawet 90 mln ton surowca, co oznaczałoby wzrost o 11,6 proc. w stosunku do ub.r.