Ostatnie spadki na GPW sprawiły, że inwestorzy z rynku terminowego nie są już tak optymistycznie nastawieni co do dalszego trwania hossy - przynajmniej w krótkim terminie. Objawia się to przede wszystkim znacznie mniejszą bazą (różnicą między kursem kontraktów terminowych na indeks WIG20 a tym indeksem). W drugiej połowie grudnia wynosiła ona od 40 do nawet 70 pkt. Powinna mieć natomiast nie więcej niż 30 pkt. Obecnie kontrakty powinny być notowane około 24 punkty powyżej indeksu. W trakcie wczorajszej sesji różnica ta wynosiła jednak momentami już tylko 10 pkt.

To wykorzystują arbitrażyści. Od kilku dni zamykają otwarte kiedyś pozycje (pozbywają się akcji i kupują kontrakty). Aktywność tych inwestorów jest jednak wyraźnie mniejsza niż w sytuacjach, kiedy baza wynosiła kilkadziesiąt punktów, a oni otwierali pozycje (kupowali akcje i sprzedawali kontrakty). Z czego to wynika? Po pierwsze, uwzględniając koszty transakcyjne, nie wszystkim graczom może się jeszcze opłacać realizowanie zysku z rozpoczętych strategii. Po drugie, obecnie możliwe jest tylko zamykanie pozycji. Otwieranie odwrotnych pozycji arbitrażowych wymagałoby sprawnego funkcjonowania krótkiej sprzedaży, a tej na GPW brakuje. Po trzecie, zmasowana wyprzedaż akcji z rachunków arbitrażystów mogłaby bardziej zepsuć nastroje na rynku i tym samym pogorszyć wyniki z innych inwestycji tych graczy.