Właściwie żadna branża nie oparła się manii fuzji i przejęć. Na mariaże decydowały się koncerny stalowe, potentaci informatyki i telekomunikacji, czołowi gracze w farmacji, w wydobyciu surowców czy najwięksi operatorzy giełd papierów wartościowych. W efekcie na świecie ogłoszono w zeszłym roku transakcje za 3,7 bln USD, co według danych firmy Thomson Financial oznacza 30-proc. wzrost w skali roku i wynik wyraźnie lepszy od poprzedniego rekordu 3,4 mld USD z 2000 roku.
Sukces czy porażka?
Korporacyjni agresorzy nie do końca się jednak spisali, bo na czele listy największych przejęć w historii wciąż widnieją nazwy koncernów Time Warner i AOL, połączonych w 2000 r. po transakcji za zawrotne 186 miliardów dolarów (w momencie ogłoszenia). Największy zakup, który okazał się też największym niewypałem, wciąż stanowi więc mocną przestrogę dla ogarniętych gigantomanią menedżerów. Czy największy zeszłoroczny deal - umowa zakupu za 83 mld USD amerykańskiego telekomu BellSouth przez konkurencyjny AT&T - okaże się sukcesem? Zbyt wcześnie na oceny. Złym prognostykiem mogą być jednak problemy, jakie firmy miały z uzyskaniem zgody na fuzję od Federalnej Komisji Łączności. Udało się to tylko dzięki wielu ustępstwom.
Część zeszłorocznych fuzji nie wyszło. Ostatni głośny przykład to hiszpańsko-włoskie nieskonsumowane małżeństwo operatorów płatnych autostrad - Abertisa i Autostrade - gdzie okoniem stanął rząd w Rzymie. Jeszcze długo ważyć się będą losy jednej z największych transakcji w historii energetyki - połączenia Gaz de France z francusko-belgijskim Suezem - która miała ochronić ten ostatni koncern przed wrogimi zapędami włoskiego Eni. Decyzją sądu GdF i Suez na pewno nie połączą się wcześniej niż po mających się odbyć latem wyborach prezydenckich we Francji. Wcześniej jednak Suez może paść łupem miliardera Francois Pinaulta, który chce pomóc francuskim władzom i ochronić firmę przed wchłonięciem przez zagraniczny kapitał.
Wycofać i zarobić