Reklama

Ameryka staje się prywatna

Aż 3,7 biliona dolarów wydały w zeszłym roku firmy na świecie na przejęcia konkurentów. To rekord. A następny może paść już w tym roku

Publikacja: 13.01.2007 08:24

Właściwie żadna branża nie oparła się manii fuzji i przejęć. Na mariaże decydowały się koncerny stalowe, potentaci informatyki i telekomunikacji, czołowi gracze w farmacji, w wydobyciu surowców czy najwięksi operatorzy giełd papierów wartościowych. W efekcie na świecie ogłoszono w zeszłym roku transakcje za 3,7 bln USD, co według danych firmy Thomson Financial oznacza 30-proc. wzrost w skali roku i wynik wyraźnie lepszy od poprzedniego rekordu 3,4 mld USD z 2000 roku.

Sukces czy porażka?

Korporacyjni agresorzy nie do końca się jednak spisali, bo na czele listy największych przejęć w historii wciąż widnieją nazwy koncernów Time Warner i AOL, połączonych w 2000 r. po transakcji za zawrotne 186 miliardów dolarów (w momencie ogłoszenia). Największy zakup, który okazał się też największym niewypałem, wciąż stanowi więc mocną przestrogę dla ogarniętych gigantomanią menedżerów. Czy największy zeszłoroczny deal - umowa zakupu za 83 mld USD amerykańskiego telekomu BellSouth przez konkurencyjny AT&T - okaże się sukcesem? Zbyt wcześnie na oceny. Złym prognostykiem mogą być jednak problemy, jakie firmy miały z uzyskaniem zgody na fuzję od Federalnej Komisji Łączności. Udało się to tylko dzięki wielu ustępstwom.

Część zeszłorocznych fuzji nie wyszło. Ostatni głośny przykład to hiszpańsko-włoskie nieskonsumowane małżeństwo operatorów płatnych autostrad - Abertisa i Autostrade - gdzie okoniem stanął rząd w Rzymie. Jeszcze długo ważyć się będą losy jednej z największych transakcji w historii energetyki - połączenia Gaz de France z francusko-belgijskim Suezem - która miała ochronić ten ostatni koncern przed wrogimi zapędami włoskiego Eni. Decyzją sądu GdF i Suez na pewno nie połączą się wcześniej niż po mających się odbyć latem wyborach prezydenckich we Francji. Wcześniej jednak Suez może paść łupem miliardera Francois Pinaulta, który chce pomóc francuskim władzom i ochronić firmę przed wchłonięciem przez zagraniczny kapitał.

Wycofać i zarobić

Reklama
Reklama

Nie było rekordu pod względem pojedynczej transakcji, ale zeszły rok na rynku fuzji i przejęć na pewno będzie kojarzony w inny sposób. Możliwe, że kluczem stanie się hasło "prywatyzacja amerykańskich korporacji" (choć to samo mogłoby dotyczyć również i europejskich spółek, tylko w mniejszym stopniu). Chodzi o sprzedaż państwowego majątku? Bynajmniej. Amerykanie pod pojęciem prywatyzacji rozumieją także wycofywanie - w wyniku przejęć - firm z obrotu publicznego. A przybrało ono niespotykaną dotąd skalę.

Firmy inwestycyjne specjalizujące się w wykupie przedsiębiorstw odpowiadały w zeszłym roku w USA za ponad jedną czwartą z wartych w sumie 1,4 mld USD fuzji i przejęć. Bain Capital, Blackstone Group czy Kohlberg Kravis Roberts stają się markami rozpoznawalnymi równie dobrze jak Coca-Cola czy McDonald?s. Nie muszą niczego produkować, nie muszą się reklamować. Wystarczy, że mają pieniądze. Nie szczędzą im ich zamożni inwestorzy, którzy liczą, że tą drogą zarobią szybciej i więcej niż np. na giełdzie. Firmy inwestycyjne, określane jako private equity (prywatny kapitał), najczęściej przejmują spółkę, żeby zafundować jej kurację odchudzającą, przekształcić w maszynkę do zarabiania pieniędzy, a następnie sprzedać najlepiej ze sporym zyskiem. Potrzeba na to góra pięciu lat.

Jeszcze całkiem niedawno łupem padały głównie małe spółki - przez co udział wykupów przedsiębiorstw w ogólnej puli fuzji i przejęć wynosił najwyżej kilkanaście proc. W ubiegłym roku sięgnął już 26 proc., bo firmy private equity zwietrzyły swoją szansę. Z jednej strony mogły liczyć na napływ pieniędzy od inwestorów, a z drugiej mogły posiłkować się wyjątkowo tanim kredytem, który stał się jeszcze tańszy po pierwszych sukcesach. Większość przejęć organizowanych przez firmy private equity jest bowiem finansowana w dużej mierze pożyczonymi pieniędzmi. Często to aktywa przejmowanej spółki stanowią zabezpieczenie.Rekordy w Europie

i za oceanem

Pękają kolejne bariery. Agresorzy ze świata prywatnego kapitału w lipcu po raz pierwszy dokonali przejęcia wartego ponad 30 miliardów dolarów - za HCA, właściciela największej w USA sieci prywatnych szpitali, zapłacili dokładnie 32 mld USD. Rekord padł w listopadzie, gdy za Equity Office Properties Trust, największego notowanego na giełdzie właściciela amerykańskich biurowców, firma Blackstone Group zapłaciła o pół miliarda więcej. W Europie niedawno prywatny kapitał sypnął pieniędzmi na przejęcie niemieckiej telewizji ProSieben. Sat1 za ponad 4 mld USD.

Firmy, zresztą nie tylko private equity, dokonują przejęć, "bo mogą". Bo pozwala im na to hojność banków, skłonnych finansować transakcje. Płotki połykają więc rekiny, czego przykładem np. złożona w grudniu przez Express Scripts, spółkę pośredniczącą w USA w rozliczeniach dotyczących recept, wroga oferta przejęcia za 26 mld USD konkurencyjnej firmy Caremark, znacznie większej od agresora.

Reklama
Reklama

Kolejny "niebezpieczny" rok

Teraz już żaden menedżer nie może spać spokojnie. Według banku inwestycyjnego Merrill Lynch, firmy private equity będą w tym roku mieć do wydania 1,6 biliona dolarów. Na jakie największe kąski mogą pozwolić sobie firmy specjalizujące się w wykupie przedsiębiorstw? Naprawdę duże. Niedawno rynek rozgrzała plotka, że na celowniku znalazła się sieć marketów dla majsterkowiczów Home Depot, której giełdowa wartość to ponad 100 mld USD.

Czy więc w tym roku rekord Time Warnera i AOL-a pójdzie w zapomnienie? Niewykluczone, choć firm równie drogich jak AOL w 2000 r. jest teraz raptem kilkanaście. Nawet gdy nie padnie rekord, powinno być ciekawie. Znamienne są wyniki sondażu przeprowadzonego przez Morgana Stanleya wśród dyrektorów finansowych firm z rankingu Fortune 1000: przejęcia umieścili na czele listy swoich tegorocznych priorytetów, podczas gdy rok wcześniej zajmowały zaledwie siódmą pozycję. W tamtym sondażu za najważniejsze uznawano gromadzenie gotówki.

W USA analitycy wśród kandydatów do przejęcia wymieniają m.in. firmę naftową ConocoPhillips, farmaceutycznego kolosa Pfizera czy bank Wachovia.

Powołują się na atrakcyjne giełdowe wyceny tych firm w stosunku do konkurencji. W Europie możemy być zaś świadkami wielkiego mariażu potentatów naftowych. Analitycy namawiają bowiem do przyjrzenia się korzyściom z fuzji takich graczy, jak BP, Shell czy Total - gdyby dwie z tych firm się połączyły, dysponowałyby potencjałem porównywalnym z amerykańskim olbrzymem ExxonMobil.

W powietrzu wisi też wielka transatlantycka fuzja w bankowości - przejmującym ma być amerykański Bank of America, a za najpewniejszego kandydata do wchłonięcia uchodzi brytyjski Barclay?s. Taka transakcja uczyniłaby z Bank of America niekwestionowanego lidera w świecie finansów.

Reklama
Reklama

W Europie, jeśli niemieckiemu E.ON-owi uda się przejąć hiszpańską Endesę, możemy być świadkami dalszej konsolidacji energetyki na Półwyspie Iberyjskim (np. Union Fenosa z Iberdrolą, Electricidade de Portugal z Gas Natural). Wiele może dziać się w branży surowcowej: kandydatem do przejęcia i podzielenia jest na przykład mający siedzibę w Wielkiej Brytanii koncern Anglo American. Na szerokie wody wypływają firmy rosyjskie, więc niewykluczone są transakcje w branży producentów metali z udziałem Siewierstalu czy Polimetalu. Inne firmy stalowe - niemiecki Thyssen Krupp czy koreańskie Posco - z pewnością spróbują dorównać potędze połączonych w zeszłym roku Mittal Steel i Arcelora. Analitycy długo mogą wyliczać różne możliwe konfiguracje także w takich branżach, jak farmacja czy bankowość.

10-procentowy wzrost

Choć początek stycznia nie przyniósł właściwie żadnej spektakularnej transakcji, analitycy takich instytucji, jak Deutsche Bank, JP Morgan czy Bank of America przewidują, że w tym roku wartość fuzji i przejęć na świecie wzrośnie przynajmniej o 10 proc. Wzrost byłby trochę mniej dynamiczny niż w zeszłym roku, ale kolejny rekord i tak Dennis Hersch, szef działu fuzji i przejęć w banku JP Morgan: - Wciąż obserwujemy dobrą koniunkturę gospodarczą. Biorąc pod uwagę też inne ważne czynniki - to, jak radzi sobie rynek kredytowy, co mówią prezesi firm - wszystko naprawdę wygląda dobrze.

David Kirshenbaum z Citigroup wskazuje na przyspieszenie na rynku fuzji i przejęć, jakie nastąpiło w IV kwartale. Jego zdaniem, choćby siłą rozpędu rynek będzie radzić sobie dobrze również w przyszłym roku, przynajmniej na początku. Zdaniem Vadima Zlotnikova z Sanford Bernstein, najaktywniejsze w przejmowaniu będą firmy z branży energetycznej i surowcowej, które dopiero teraz podążą tropem branży finansowej - ta konsoliduje się już jakiś czas, bo perspektywy wzrostu stały się słabsze.

Powtórka scenariusza?

Reklama
Reklama

W 2000 r. rekordowa aktywność w dziedzinie fuzji i akwizycji zbiegła się z końcem hossy na rynku akcji. Dlatego teraz, gdy rynek przejęć znów jest rozgrzany do czerwoności i indeksy głównych giełd znów biją rekordy (jeśli nie historyczne, to na pewno kilkuletnie), wielu analityków zastanawia się nad powtórką scenariusza. Szał związany z zakupami może minąć w wypadku pogorszenia się koniunktury w światowej - w szczególności amerykańskiej - gospodarce, a także gdy inflacja podskoczy i w górę pójdą koszty finansowania. Pytanie tylko, kiedy może to nastąpić.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama