Ukrtelekom, największy koncern telekomunikacyjny na Ukrainie, będzie sprzedany jeszcze w tym roku - tak postanowił ukraiński parlament.
Przedsiębiorstwo, które część analityków wycenia nawet na około 4 miliardy dolarów, kontroluje 70 proc. ukraińskiego rynku telekomunikacyjnego. Rząd stara się sprywatyzować Ukrtelekom już od kilku lat, jednak niestabilna sytuacja polityczna skutecznie odwlekała sprzedaż telekomunikacyjnej spółki.
Pod koniec grudnia prezydent Wiktor Juszczenko odrzucił projekt listy przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji, na której wśród 600 firm znajdował sie też Ukrtelekom. Głowa państwa miała zastrzeżenia do sposobu sprzedaży państwowych spółek. Parlament nie uwzględnił jednak prezydenckiego weta.
To nie tylko dobra wiadomość dla inwestorów, którzy już mogą gromadzić pieniądze na zakup Ukrtelekomu, ale też dla rządu Wiktora Janukowycza. Władze w Kijowie zaplanowały, że w tym roku do budżetu z tytułu prywatyzacji wpłynie 10,5 mld hrywien, czyli 2 mld USD. Liczba wygląda imponująco, zważywszy, że w ub. r. przychody z prywatyzacji osiągnęły tylko 119 mln USD. Ministerstwo finansów oczekiwało, że uda się zgarnąć 420 mln USD. Lukę w budżecie spowodowało opóźnienie sprzedaży koncernu Ługańsktiepłowozu, wiodącego producenta lokomotyw na Ukrainie, za którego rząd chciał uzyskać 700 mln dolarów. Wśród pretendentów na Ługańsktiepłowoz była m.in. Kolej Bałtycka, zarejestrowana w Polsce część brytyjskiego holdingu kolejowego Heavy Haul Power.
Na razie rekordowy pod względem przychodów ze sprzedaży państwowego majątku pozostaje 2005 rok. Wówczas zebrano 4,1 mld USD. Jednak ten dobry wynik prac ukraińskiego odpowiednika ministerstwa skarbu to zasługa jednej transakcji. Dwa lata temu koncern Mittal Steel kupił Kryworiżstal, największą hutę stali na Ukrainie. Jeszcze trzy lata temu firma należała do Wiktora Pinczuka, zięcia byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. Władze zdecydowały, że oligarcha kupił hutę bezprawnie, i wywłaszczyły go.