W kopalniach na czwartek zapowiadane jest referendum strajkowe. Związkowcy z sektora elektroenergetycznego już jutro mogą ogłosić gotowość protestu. Czy nikomu w obu tych branżach nie podobają się reformy, których chce rząd? Nie do końca. Szwankuje przede wszystkim "public relations" resortu gospodarki.

Górnicy mają specyficzne wymagania. Nie chcą się zgodzić na to, żeby ich wynagrodzenia były powiązane z efektywnością pracy. Mało tego, uważają, że w Polsce węgiel kamienny nie powinien być wydobywany zgodnie z rachunkiem ekonomicznym. Związkowcy chcą też, aby budżet dopłacał do nieefektywnych kopalń. Wiceminister gospodarki, Paweł Poncyljusz, nie chce już rozmawiać o tych sprawach z górnikami. Może po kilkumiesięcznych sporach zabrakło mu cierpliwości? A szkoda... Opublikowany na stronach internetowych ministerstwa komunikat "Brak podstaw do górniczego strajku" tylko dolewa oliwy do ognia.

Budujemy w Polsce drugi CEZ. Tyle że z naruszeniem umów, które wcześniej ministrowie podpisywali ze związkowcami. Pracownicy połączonych 29 grudnia spółek o rozpoczęciu konsolidacji branży dowiedzieli się już po Nowym Roku. Mówią, że to skandal i szykują się do strajku. Byłoby pewnie inaczej, gdyby MG bardziej przyłożyło się do kontaktów ze związkowcami.

Wiceminister gospodarki, który dotychczas zajmował się elektroenergetyką, wkrótce zostanie zdymisjonowany. Miejmy nadzieję, że jego miejsce zajmie osoba, która zdobędzie większe zaufanie. Resort gospodarki powinien poszukać specjalisty do spraw energetyki znającego się też na PR.