W 2007 rok weszliśmy w znakomitych nastrojach. Przynajmniej jeśli chodzi o nastroje związane ze stanem naszej gospodarki. Samopoczucie jest tak dobre nie tylko dlatego, że od kilku kwartałów mamy wzrost gospodarczy wyraźnie powyżej 5 procent (ze wszystkimi tego pozytywnymi konsekwencjami), ale także dlatego, że nic obecnie nie wskazuje, aby ta sytuacja miała się zmienić. Pod koniec minionego roku ostro ruszyły inwestycje, co jest najlepszym dowodem wiary przedsiębiorców w trwałość wzrostu gospodarczego. A jak pokazały ubiegłe lata, nasi przedsiębiorcy tacy łatwowierni nie są...
Nie chciałbym zepsuć czytelnikom ?Parkietu" dobrego humoru, ale myślę, że warto zastanowić się przez chwilę, co by nas czekało w nowym roku, gdybyśmy dwa i pół roku temu posłuchali niektórych polityków i odrzucili w referendum nasze wejście do Unii Europejskiej.
Zacznijmy od wzrostu gospodarczego. Jego motorem od pewnego czasu jest eksport, bez wątpienia rozwijający się tak dynamicznie właśnie dzięki naszemu członkostwu. W przypadku naszego pozostania poza Unią ten czynnik znacznie straciłby na znaczeniu, w efekcie czego tempo wzrostu gospodarczego mogłoby spaść nawet o dwie trzecie. Oczywiście, czynnikiem wzrostu jest także (szczególnie w kilku ostatnich kwartałach) popyt krajowy, ale także ten agregat rośnie w dużej mierze dzięki Unii. Na wzrost popytu krajowego składają się bowiem dwa elementy - konsumpcja oraz inwestycje. Ta pierwsza rośnie, ponieważ rosną dochody ludności i spada bezrobocie. Gdybyśmy nie weszli do Unii, w nowy rok wchodzilibyśmy prawdopodobnie z bezrobociem powyżej 20 procent, a nie poniżej 15 procent, jak ma to miejsce w rzeczywistości. Trudno byłoby też oczekiwać wzrostu płac, ponieważ sytuacja przedsiębiorstw na to by nie pozwalała. Wzrost konsumpcji byłby zatem także dużo skromniejszy niż faktycznie. A co z inwestycjami? Tu prawdopodobnie byłoby najgorzej. Po pierwsze dlatego, że krajowi przedsiębiorcy mieliby mniejsze możliwości inwestycyjne (mniej środków własnych) oraz mniejsze chęci do inwestowania (brak możliwości szybkiego zwrotu zainwestowanego kapitału). Dodatkowo, w przypadku ?nie" w referendum, spodziewałbym się niemal całkowitego wstrzymania napływu inwestycji zagranicznych do Polski - inwestorzy przenieśliby się do innych nowych krajów unijnych, widząc tam znacznie większe możliwości rozwoju niż w pozostającej na peryferiach Europy Polsce. Wspominałem już o wpływie akcesji na rynek pracy. Zauważmy, że gdybyśmy do Unii nie weszli, Polacy nie mieliby szansy na tak liczne, jak obecnie, wyjazdy do pracy za granicę. W efekcie sytuacja finansowa setek tysięcy rodzin byłaby gorsza niż obecnie, a do Polski nie płynęłyby pieniądze zarobione przez rodaków za granicą. Pamiętajmy, że te pieniądze, jeśli są wydawane w Polsce, przyczyniają się do wzrostu naszej gospodarki.
I na koniec sprawa najbardziej oczywista - fundusze europejskie. Bez nich nasza gospodarka wyglądałby dzisiaj zupełnie inaczej. Nie byłoby setek inwestycji lokalnych o charakterze infrastrukturalnym (drogi, oczyszczalnie itp.). Nie byłoby także wielu inwestycji w sektorze przedsiębiorstw, które zostały zrealizowane dzięki współfinansowaniu Unii. Poziom życia byłby niższy.
Na szczęście powyższy scenariusz już nam nie grozi. 2007 r. będzie zatem kolejnym, w którym będziemy kon- sumować korzyści z członkostwa. Korzyści, które są już teraz wyraźnie widoczne, a które z każdym rokiem będą widoczne coraz bardziej, z roku na rok bowiem będziemy potrafili lepiej korzystać z naszego członkostwa. Warto sobie te korzyści czasem uzmysłowić, aby nie ulegać za bardzo tym, którzy w Unii dostrzegają jedynie biurokrację i konieczność płacenia składek członkowskich.