Trudno było sobie wyobrażać

inny przebieg ostatniej sesji tygodnia od tego, jaki rzeczywiście obserwowaliśmy. Nie stało się nic takiego, co mogłoby zepsuć dobre nastroje i skłonić do realizacji zysków. Jednocześnie notowania w czwartek podskoczyły tak mocno, że u większości inwestorów musiała pojawić się wątpliwość, czy warto jeszcze więcej płacić za akcje. W efekcie mieliśmy nudną sesję z optymistycznym zakończeniem i nowymi rekordami. Pojawia się przy tym pytanie, czy pokonanie przez WIG20 poprzedniego szczytu, cokolwiek zmienia w obrazie rynku, czy stanowi sygnał zapowiadający kontynuację trendu wzrostowego. W tej kwestii można mieć wiele wątpliwości. Zresztą były one również obecne w początkach grudnia 2006 r.,

kiedy WIG20 przebijał szczyt z maja minionego roku. Wtedy też szybko pojawiły się głosy o kontynuacji hossy, nowych rekordach, a okazało się, że szybko rynkowi zabrakło na to sił. Istnieje zagrożenie, że podobnie będzie i teraz. Dlaczego? Nadający w ostatnim czasie w dużym stopniu ton wydarzeniom na parkiecie PKO BP przez ostatnie dwie sesje rósł przy coraz mniejszych obrotach. To pokazuje,

że mamy raczej do czynienia w przesunięciem się podaży na wyższe poziomy niż rzeczywistym atakiem kupujących. Wzrost PKN oraz KGHM trudno traktować inaczej jak odbicie po solidnej wyprzedaży. Takie podejście uzasadnia wciąż kiepska sytuacja na rynku surowców. Również w przypadku walorów TP wolumen obrotu malał z dnia na dzień (nie licząc czwartkowej wymiany dużych pakietów). To wszystko nie przemawia za odwróceniem trendu rosnącego, ale wystarczy, by ostrożniej spoglądać na przyszłość rynku. Dopóki utrzymywać się będą korzystne nastroje na świecie zapewne i u nas nie pojawi się mocniejsza podaż. Choć tego też nie można być takim pewnym, bo wydarzenia z połowy grudnia pokazały, że możliwa jest większa podaż nawet gdy na świecie nastroje są dobre. Równocześnie w szerszej perspektywie widać wciąż duże powiązanie WIG20 z indeksem MSCI EM. Oba balansują na poziomie górki z maja 2006 r. Oba indeksy są teraz nieco ponad wyznaczonym wtedy poziomem.