Ocenić siłę amerykańskiego rynku nie jest w obecnie łatwo. Z jednej strony, utrzymuje się on w pobliżu ostatnich maksimów, co biorąc pod uwagę siedmiomiesięczną wspinaczkę indeksów, jest oznaką siły. Z drugiej strony, przez ostatnie 4 tygodnie nie udało się wykonać istotnego ruchu w górę - S&P 500 ma taką samą wartość jak w połowie grudnia. Z punktu widzenia siły trendu zwyżkowego jest to sygnał wskazujący na jego słabnięcie. Od drugiej połowy listopada zdarzyło się już czwarty raz, że 4-tygodniowa zmiana S&P 500 bliska zera. To dodatkowo potwierdza słabnięcie przewagi kupujących. Indeks jest zaledwie 1,4 proc. wyżej niż w drugiej połowie listopada. Zgodnie ze schematem obserwowanym w poprzednich trzech latach, takie wytracanie dynamiki wzrostu jest mocnym sygnałem ostrzegawczym przed głębszą korektą. Pytanie jednak, jak długo taki proces słabnięcia trendu może trwać. Najlepszą odpowiedzią jest: dopóki nie pojawią się ewidentne sygnały sprzedaży. Takimi byłoby przełamanie dołka z 5 stycznia tego roku przy 1410 pkt, a potem przecięcie 3-miesięcznej średniej kroczącej, powyżej której notowania S&P 500 pozostają od końca lipca 2006 r. W kontekście koniunktury na rynkach wschodzących istotne znaczenie ma to, co dzieje się w Brazylii i Korei. Pierwszy rynek jest w sporym stopniu uzależniony od sytuacji na rynku surowców. Nie dziwi więc jego słabość w ostatnim czasie. Brazylijska Bovespa wróciła właśnie do pokonanego w grudniu szczytu z maja 2006 r. Spadek poniżej niego potwierdziłby pesymistyczne wskazania wynikające z powstałej na wskaźniku MACD negatywnej dywergencji (wskaźnik nie zdołał przebić poprzedniego szczytu, choć uczynił tak indeks). To zapowiadałoby pogłębienie zniżki w stronę dołków z czerwca 2006 r. Natomiast w przypadku koreańskiego Kospi pierwszy raz od rozpoczęcia hossy 12-miesięczna zmiana indeksu jest ujemna. Innymi słowy, trzymając koreańskie akcje przez ostatnie 12 miesięcy nie tylko nie zarobiliśmy, ale nawet trochę straciliśmy. To pokazuje osłabienie długoterminowego trendu.