Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (zastąpiona w ub. r. przez Komisję Nadzoru Finansowego) w 2005 roku pięciokrotnie zawiadamiała prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na podstawie art. 183 ust. 1 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi.
Jedno z zawiadomień dotyczyło sprawy Zygmunta S., który - jak wynika z przedstawionego mu aktu oskarżenia - składając zlecenia kupna jednej akcji Hogi podczas 14 sesji sztucznie zawyżył kurs spółki. Zlecenia inwestora powodowały jednorazowy wzrost kursu od 1,3 proc. do 6,1 proc. Od 17 czerwca do 26 sierpnia 2004 r. - bo tego okresu dotyczy sprawa - akcje Hogi potaniały jednak o 7,7 proc. (z 3,89 zł do 3,59 zł).
Inwestorowi grozi wysoka kara: nawet 5 mln zł grzywny lub pozbawienie wolności do 5 lat. Podejrzenie, że mogło dojść do manipulacji kursem, zgłosił do KPWiG Beskidzki Dom Maklerski, który prowadził rachunek oskarżonego. Czy dom maklerski często informuje komisję o podejrzanych transakcjach? - Niestety, nie możemy udzielić takich informacji - powiedziała Edyta Schneider, dyrektor wydziału nadzoru Beskidzkiego Domu Maklerskiego, która jest jednocześnie świadkiem w sprawie oskarżonego Zygmunta S. KPWIG (teraz KNF) ma obowiązek zbadać każde doniesienie o "podejrzanych transakcjach" i w uzasadnionych przypadkach skierować sprawę do prokuratury. Tak też stało się tym razem.
Zygmunt S. miał pełnomocnictwo do składania zleceń w imieniu żony, na której rachunku w Beskidzkim DM znajdowało się 1000 akcji Hogi kupionych po 3,96 zł. W ocenie biegłego, transakcje zawierane przez Zygmunta S. miały na celu umożliwienie mu sprzedaży z zyskiem lub jak najmniejszą stratą właśnie tego pakietu.
Inwestor próbuje udowodnić swoją niewinność. Tylko trzy akcje kupił po godz. 16, czyli podczas równoważenia kursu. W przypadku dwóch sesji po jego transakcji wpłynęło jeszcze kilka innych zleceń, na których podstawie ustalił się ostatecznie kurs zamknięcia. Ponadto - jak twierdzi - tego typu transakcje są dość powszechne na Giełdzie Papierów Wartościowych.