Na giełdach Europy Zachodniej sytuację nadal kontrolują byki i faktu tego nie zmieniają wahania takie jak podczas wczorajszej sesji, gdy indeksy nieco straciły na wartości. Przykładowo niemiecki DAX stopniowo wspina się ku poziomowi 6800 pkt i nie widać większych przeszkód, by trend wzrostowy był kontynuowany też po przekroczeniu tego poziomu.
Biorąc pod uwagę obecne tempo zwyżki DAX-a na tle przeszłości, trudno znaleźć przekonujące argumenty za tym, że średnioterminowy trend wzrostowy zapoczątkowany w połowie ub.r. ma się ku końcowi. Roczne tempo wzrostu niemieckiego indeksu oscyluje od półtora miesiąca między 20 i 25 proc. To poziom, który w żaden sposób nie świadczy o przegrzaniu koniunktury. Przykładowo przed krachem w maju ub.r. roczna dynamika była bliska 50 proc.
Trudno jednoznacznie negatywne wnioski wyciągnąć też na podstawie odchylenia indeksu od 12-miesięcznej średniej kroczącej. Obecnie jest ono bliskie 15 proc., ale w maju ub.r. przekroczyło 20 proc. Fakty te sugerują, że trend wzrostowy w obecnym kształcie może się utrzymywać przez długi czas. Przy obecnym tempie wzrostu DAX mógłby już w drugiej połowie roku pokonać rekordowy poziom sprzed załamania hossy internetowej z marca 2000 r. (8064 pkt).
Ustanowienie historycznego maksimum jest w tym roku także w zasięgu amerykańskiego S&P 500. Na razie do szczytu brakuje mu ok. 5 proc. Tempo wzrostu i prawidłowości go dotyczące obrazuje 3-miesięczna stopa zwrotu, która niczym oscylator porusza się od początku 2004 r. między poziomem minus 5 proc. i plus 10-12 proc. Obecnie wykres 3-mies. zmiany powoli opada po odbiciu od górnej strefy wahań, mimo że sam S&P 500 pnie się w górę. Ponieważ dolna strefa wahań obejmuje wartości ujemne, można sądzić, że w nadchodzących miesiącach amerykańskie akcje czekać będzie niewielka korekta spadkowa. Po spadku 3-miesięcznej stopy zwrotu do minus 5 proc. możliwe stanie się odbicie i powrót do trendu wzrostowego.