Zachowanie rynku w ostatnich dniach nie zaskakuje. Można było zakładać, że ustanowienie przez WIG20 nowego rekordu nie jest przełomowym wydarzeniem na parkiecie i nie musi wcale stanowić sygnału do kontynuacji zwyżki. Sytuacja bardzo przypomina to, co działo się w pierwszej połowie grudnia minionego roku, kiedy doszło do przełamania górki z maja 2006 r. Wtedy trochę jakby siłą rozpędu, przekonania inwestorów, że skoro rynek nie spada, to będzie szedł w górę, doszło do ukształtowania nowego szczytu. Zbliżone wrażenia pozostawiła sesja z 18 stycznia, kiedy mocnym wzrostem o kilka punktów przekroczone zostało grudniowe maksimum. Taka diagnoza sytuacji stawia na porządku dziennym pytanie, czy podobnie jak w drugiej połowie minionego miesiąca rynek czeka zniżka. Jest to bardzo prawdopodobne, ale zanim dojdzie, czeka nas zapewne jeszcze okres konsolidacji, czy nawet prób poprawienia rekordów. Co przemawia za powtórką grudniowego scenariusza? Największy niepokój wiąże się z zachowaniem rynków surowców. Po solidnej wyprzedaży ropy i miedzi odbicie jest słabe. Umocnieniu zniżki powinna sprzyjać aprecjacja dolara, która jest obecnie bardzo realna. Wystarczy, że euro spadnie poniżej 1,29 USD i w niedługim czasie powinno sięgnąć 1,25 USD. Niezbyt zachęcająca była reakcja na wyniki Banku Millennium. Jako pierwsza duża spółka pochwaliła się osiągnięciami w IV kwartale. Mimo że rezultaty finansowe dały akcjonariuszom powody do zadowolenia, to jednak kurs nie zareagował. Widać, jak bardzo wyśrubowane są już oczekiwania. Z drugiej strony, trudno się dziwić brakowi reakcji. Po uwzględnieniu wyników za IV kwartał wskaźnik cena/zysk dla Banku Millennium wynosi blisko 30. Takie zachowanie kursu tego banku sugeruje, że jedynie w przypadku znaczącego przekroczenia prognoz wyniki za IV kwartał mogą dać impuls do kontynuacji wzrostu. Równocześnie ostrzeżeniem jest powstała na dziennym MACD negatywna dywergencja. Ostatni raz z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w początkach 2004 r. Trafnie przestrzegała wtedy przed osłabieniem tempa wzrostu, by po trzech miesiącach sprowadzić ostrą przecenę.